Skocz do zawartości
Coders Lab

KONKURS: Twoja droga do IT - opisz nam swoją historię i zgarnij Xiaomi Mi Band 3!

    Rekomendowane odpowiedzi

    andorid_forum_konkurs_1920x1080_v2.thumb.png.db28682cf0ff50c69a911ef9dc929f7e.png

    Zapraszamy do wzięcia udziału w konkursie organizowanym wspólnie przez Szkołę IT Coders Lab oraz Android.com.pl. Aby wygrać najnowszy smartband od Xiaomi (Mi Band 3) wystarczy opisać swoją drogę do IT. Niezależnie czy pracujesz w IT od wielu lat czy dopiero zaczynasz swoją przygodę - podziel się swoją historią!

    Jak to się stało, że pracujesz w IT? Planowałeś to od początku czy może to bardziej dzieło przypadku? Jak nauczyłeś się zawodu? Studiowałeś, odbyłeś jakiś kurs czy może jesteś samoukiem? Jak doszedłeś do punktu w którym się znajdujesz? Czy ktoś Cię pokierował albo pchnął w tę ścieżkę?

    Z drugiej strony konkurs jest również otwarty na osoby, które jeszcze w IT nie pracują, ale planują. Opowiedz nam co robisz w tym kierunku, aby w przyszłości pracować w IT?

    Niech Wasze historie będą inspiracją dla innych!

    Mi_Band_3.jpg.1548dd3ae38f65317d21c4b8c2df0739.jpg

    Dla autorów najciekawszych historii mamy trzy (3) nagrody: Xiaomi Mi Band 3. 

    Spoiler

     

    Najważniejsze cechy

    • ekran OLED o przekątnej 0,78 cala i rozdzielczości 128 x 80 pikseli
    • możliwość zanurzenia na głębokość do 50 metrów
    • Bluetooth 4.2 LE
    • pulsometr
    • bateria o pojemności 110 mAh (do 20 dni pracy na naładowaniu)
    • pasek o długości 155-216 mm
    • 46,9 x 17,9 x 12 mm
    • 20 gramów
    • zgodność ze smartfonami z Androidem 4.4 lub iOS 9 i nowszymi systemami
    • Najważniejsze funkcje
    • odbieranie połączeń, odczytywanie sms,
    • odbieranie powiadomień e-mail, Messenger, Snapchat i wiele innych!
    • aktualny czas,
    • aktualna pogoda,
    • pomiar przebytych kroków,
    • pomiar spalonych kalorii,
    • pomiar Twojego pulsu,
    • badanie przebiegu snu, faz snu,
    • przebyty dystans,
    • możliwość ustawienia alarmu

     

     

    Zasady:

    • Wygrywają trzy najciekawsze historie
    • Każdy użytkownik może przesłać tylko jedną historię
    • Historie należy zamieszczać w tym wątku
    • Im wcześniej zamieścisz swój wpis tym lepiej
    • Konkurs trwa od 28.07.2018 do 14.08.2018 (godzina 23:59).
    • Pełna wersja regulaminu dostępna jest tutaj.

     
    Zachęcamy do wzięcia udziału w konkursie! 

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Cześć!
    Moja historia z IT zaczęła się w dość mocno nietypowy sposób. W ostatniej klasie LO stwierdziłem, że pójdę na informatykę na studia zaoczne (od podstawówki wiedziałem, że chcę iść na informatykę i uczyłem się wtedy HTML, CSS, później w gim JS i C++). Gdy przyszedł czas wakacji stwierdziłem, że coś w życiu trzeba robić i że nie dostanę odrazu sensownej pracy jako programista, więc poszedłem na szkolenie na wózki widłowe + kurs magazyniera (płacił za to UP i jeszcze wpadło mi przez to klika groszy na wakacje, więc było cudownie). Po zakończeniu kursu/szkolenia zacząłem szukać pracy. W mojej okolicy znaleźć można wiele firm transportowych, więc liczyłem że załapię się przy rozładunku w którejś w wspomnianych firm. Zupełnie przypadkowo trafiłem na ogłoszenie w stylu "firma poszukuje testera - za dużo nie zarobisz, ale się czegoś nauczysz". Złożyłem tam papiery, 2 dni później odebrałem telefon z zaproszeniem na rozmowę, dzień później odebrałem kolejny telefon z informacją, że niestety to stanowisko zostało już obsadzone. Jedyne wolne miejsce jakie mają wolne w firmie to magazyn. Dostałem informację, że jeśli będę chciał to będę miał pierwszeństwo w następnej rekrutacji na stanowisko testera. Stwierdziłem "czemu nie", skoro mam już ten kurs magazyniera i mogę awansować to wchodzę w to. Dwa dni później pojawiłem się na rozmowie. Była to moja pierwsza rozmowa o pracę, więc nie wiedziałem jak się zachować - przyszedłem zbyt wcześnie o 15 min. Firma (budynek) była nie duża, na oko budynek o powierzchni 400-500m^2. Do dziś pamiętam jak 3 osoby (Sławek, Roksana, Anka) siedząc na parapecie i paląc papierosa na przerwie mnie obgadywali - pomyślałem, że cudownie się zaczyna. Zaczekałem przed wejściem, udając że ich nie słyszę 5 min po czym stres zrobił swoje i wszedłem do środka. Był tam totalny "młyn", cały czas dzwonił jakiś telefon, ktoś gdzieś coś wiercił, nie dało się zebrać myśli. W końcu trafiłem na kogoś, kto mnie nie zignorował. Powiedziałem, że przyszedłem na rozmowę o pracę. Wskazano mi pokój i poinformowano, że zaraz ktoś przyjdzie. Czekałem około 5 min, po czym do pokoju wszedł gość w mocno sfatygowanej, flanelowej koszuli. Chwilę rozmawialiśmy, pytał mnie o różne rzeczy, które były mało związane z magazynem. Na koniec rozmowy usłyszałem pytanie: A czy Ty nie chciałbyś przyjść do nas na programistę? Na staż? - ścięło mnie, totalnie się tego nie spodziewałem. Zgodziłem się oczywiście i do dziś tam pracuję. Osobą, która przyjmowała mnie do pracy, był sam prezes firmy. Przez to, że przyszedłem wcześniej ktoś musiał się mną zająć, a że był akurat remont, a wtedy firma była znacznie mniejsza to wszyscy przy nim pomagali - prezes także :) Przetrwałem staż, a dziś mam swój zespół i zajmuję się jednym z kluczowych produktów, będąc 3 najmłodszą osobą w firmie i najmłodszą osobą, która prowadzi zespół. Moja droga była dość mocno pokręcona i sam powątpiewam, że to wydarzyło się naprawdę. Do dziś nie daje mi spokoju pytanie: a co gdybym przyszedł na czas, a nie wcześniej?

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    raiun

    Moja historia z IT zaczęła się w zasadzie od Windowsa.
    Dawniej byłem posiadaczem Lumii (<3) więc kiedy usłyszałem o programie testów Windows 10 odrazu się tam zapisałem z ciekawości. W momencie kiedy dołączyłem do Insidera W10M był bardzo niestabilny, telefony nagrzewały się niesamowicie, wciąż było ryzyko uszkodzenia sprzętu a mnie coraz bardziej intrygowały kwestie zmian w tym oprogramowaniu i niesamowite różnice w tej kwestii wraz z aktualizacjami. Do tej pory nigdy bym się nie spodziewał, że oprogramowanie ma tak wielki wpływ na sprzęt. Moja ciekawość pociągnęła mnie na profil informatyczny po którym spodziewałem się czegoś więcej bo szczerze mówiąc gdyby nie nauka we własnym zakresie, wyszedłbym z liceum z niewiele większą wiedzą. Teraz wybieram się na studia o profilu bardziej zbliżonym do spraw sprzętu aniżeli oprogramowania, ponieważ doszedłem do wniosku, że nie mam wystarczająco cierpliwości do nauki programowania. Od jakiegoś czasu uczę się także "grafikować" i szczerze powiedziawszy wiążę z tym największe nadzieje, bo jest to bardzo ciekawe zajęcie :D

    Edytowane przez raiun

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Moja przygoda z IT zaczęła się dawno, dawno temu w epoce komputera łupanego:) Kiedy miałem 8 lat dostałem Pegasusa z cartridgem, który zawieral 2 gry: Mario Bros i Contra. Na pewno znacie:) Od tamtego czasu wiedziałem moje życie kręciło się wokół komputerów, konsol i innych gadżetów związanych z tą tematyką. Mając 13 lat dostałem komputer, który teraz pewnie od razu by się zawiesił:) I ten Internet z zawrotną prędkością. Ale było ciekawie, kiedy liczyłem impulsy, żeby nie przekroczyć limitu na miesiąc. Z biegiem czasu zafascynowało mnie tworzenie stron w HTML. A że uwielbiam anime Dragon Ball postanowiłem, że stworze stronę o tej tematyce. Pamiętam jaki byłem dumny kiedy udało mi się to ziścić. Kamehameha!!!!!:) Dalsza droga skierowała mnie do Liceum o profilu informatycznym, gdzie uczyłem się tabelek w excelu i wstawianie wordartów. Niesamowite przeżycie:) Poważniej zaczęło się, kiedy poszedłem na studia na kierunku Zarządzanie w Teleinformatyce, w trakcie których pracowałem na giełdzie komputerowej w Warszawie, gdzie szlifowałem wiedzę od oprogramowania przez urządzenia sieciowe po różnego rodzaju akcesoriakomputerowe. Studia ukończyłem jako Pan mgr inż. Ale wtedy jeszcze nie czułem, żebym posiadał jakąś niesamowitą wiedzę i zbytnio nie wiedziałem co mogę robić. Ale zgłosiłem się do lokalnej firmy, która oferowała usługi typu dostęp do Internetu, IPTV, VoIP. Pracowałem tam 8 lat z szybką ścieżką rozwoju. Przez tyle lat zdążyłem się nauczyć spawać światłowody, przyłączać użytkowników pod różne usługi, konfigurować urządzenia sieciowe, modernizować sieć przewodową i radiową, robić pomiary okablowania i rozmawiać z ludźmi, co w tych czasach jest bardzo przydatne. Wcześniej nawet nie wiedziałem do czego służy wiertarka:) Ale 8 letnia przygoda skończyła się i postanowiłem zmienić pracę. Wiedziałem, że na pewno będzie to praca w IT. Udało się dosyć szybko i robię całkiem coś innego. Myślę, że bardzo przyszłościowy dział IT i czuję, że znalazłem swojego świętego Graala. Mianowicie pracuję zdalnie w drugiej linii wsparcia użytkowników firmy na całym świecie. Krótko mówiąc, moja praca obejmuje Active Directory i Vmware i wszystko co z tym związane. Wszystko odbywa się po angielsku. Ścieżka awansu i profesjonalne szkolenia bardzo motyują do pięcia się w górę i szczerze sam sobie zazdroszczę:) Każdy musi znaleźć swojego św. Graala i nieważne czy to będzie IT czy praca w piekarni. Ważne, żeby lubić to co się robi, a nie jest to takie łatwe:) Osobiście zachęcam pójść w stronę IT, bo daje szeroki wachlarz różnych możliwości i każdy może znaleźć coś dla siebie. I zapewni nam dobrą PRZYSZŁOŚĆ.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    Toldo

    Chciałoby się napisać, typowa historia, typowego informatyka, pierwszy komputer, pierwsze programowanie, studia na polibudzie i dobra praca w IT. No niestety nie było tak różowo i mój próg wejścia do IT był dosyć wysoko.
    Faktem jest, że zaczęło się to wszystko w roku bodaj 95 wraz z pierwszym komputerem, z oszałamiającym Pentium 166Mhz. Nie ukrywam, że wtedy w wieku niecałych 10 lat głównie interesowało mnie jakie gry można na nim odpalić, ale po pewnym czasie już doszła jakaś zabawa w Basicu i nauka komend dos'owych, choć do końca nie wiedziałem co to i do czego można to właściwe użyć. Parę lat później kolejny komputer, który już w chwili zakupu był chyba najmocniejszy w sklepie :D Tam już, nauczywszy się czegoś na lekcjach informatyki w podstawówce próbowałem pisać proste strony w HTML'u (Pajączek i te sprawy).
    W gimnazjum jakoś pojawił się w moich rękach pierwszy telefon, o którym można śmiało powiedzieć, że był smartfonem. Nokia 3650, wyprzedzała swoje czasy, miała prawdziwy system operacyjny, multitasking i możliwość instalacji aplikacji. W tamtym okresie, można śmiało powiedzieć, stałem się geekiem :D Całe gimnazjum i liceum to okres zabaw ze smartfonami, początkowo na Symbianie, później Windows Mobile (wtedy jeszcze był fajny), a na końcu pierwszy smartfon z Androidem (Samsung Galaxy Spica).
    Po skończonym liceum przyszło pytanie co dalej robić z życiem, więc skoro interesują mnie komputery, smartfony i takie gadżety to dlaczego by nie iść na Informatykę? Oczywiście się nie dostałem, bo z matematyką nie lubimy się specjalnie, tylko czasem, na ogół wtedy kiedy można policzyć pieniądze :P Poczyniłem więc zaskakujący ruch i... zapisałem się na Matematykę na polibudzie. Wytrwałem jeden semestr. Miałem cichą nadzieję, że uda się jakoś zmienić kierunek na informatykę, ale niestety, "nie pykło". Poszedłem zatem na Geografię (bo łatwo mi przychodzi i lubię podróże).

    Jakoś na pierwszym roku studiów zakupiłem pierwszy tablet (Galaxy Tab P7500) i zacząłem zabawę w gotowanie, powstały pierwsze romy, również na Samsunga Galaxy S, którego wówczas używałem, było pięknie, żyć nie umierać. Kolejne smartfony, próby z programowaniem na Androida, zabawy w rootowanie i modyfikacje - rodził się Poweruser Androidowy.
    Tak wyglądało moje życie, aż do momentu decyzji, jaki kierunek obrać po licencjacie i pozostając w związku z IT padło na Geoinformację. Później szybko 2 lata magisterki (specjalista GIS), obrona, a po drodze praca w dużej sieci punktów sprzedaży telefonów i akcesoriów do nich, lub jak kto woli komisie z telefonami. Tam nabyłem większych umiejętności w zakresie obsługi kli... znaczy serwisowania urządzeń, zmiany opogramowania w dużej ilości sprzętów, simlocków itp.
    Na takiej pracy spędziłem w sumie prawie 4 lata i choć może nie wszystko mile wspominam, to jednak dużo się nauczyłem i miałem możliwość bawić się najnowszymi dostępnymi na rynku telefonami. Poza tym naklejanie folii i szkła opanowałem do perfekcji :P
    Gdzieś po 3 latach pracy w ww. mój dobry przyjaciel podsunął mi temat testowania oprogramowania, czym właśnie wtedy zaczął się zajmować. Pierwotnie temat olałem, jednak po ok. pół roku wróciłem do sprawy i zacząłem badać teren - zaciekawiło mnie to, zwłaszcza w powiązaniu z urządzeniami mobilnymi, zatem postanowiłem spróbować i tak stałem się... Testerem oprogramowania.
    W związku z tym, że cierpliwość i upierdliwość to moje mocne cechy, praca polegająca na wyszukiwaniu bugów w oprogramowaniu jest dla mnie idealna :D
    Podsumowując moją drogę do IT, obecnie pracuję jako QA Engineer w dziale mobilnym, w polskiej firmie na F z branży IoT, która podobno ma aspiracje być polskim Apple :D Na codzień szukam bugów w aplikacjach na Androidzie i iOS'ie i sprawia mi to ogromną przyjemność :) ponadto staram się automatyzować testy apek mobilnych w Appium za pomocą Pythona, którego mogę polecić wszystkim, którzy zastanawiają się nad profesją programisty lub QA/Testera.

    Edytowane przez Toldo

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    EmCii

    Jak to się zaczęło i działo do teraz?

    Moja kariera w IT, a w zasadzie bodziec który mnie popchnął do tego to wyjazd za granicę z rodzicami (miałem wtedy 12 lat) w poszukiwaniu lepszego życia. Nie umiałem wtedy języka angielskiego i było mi bardzo ciężko się zaklimatyzować w szkole. Przez to odizolowałem się od rówieśników i jeszcze w wieku 12 lat zacząłem interesować się programami graficznymi oraz stronami internetowymi (HTML i CSS). W międzyczasie miałem jeszcze dużą aktywność na forach internetowych i zajmowałem tłumaczeniem aplikacji na telefony Sony Ericsson po tym jak już trochę języka załapałem (musiałem się sam uczyć i każde słowo które nie rozumiałem to sprawdzałem sobie w słowniku). Jako że fora internetowe były tematem przewodnim to dosyć szybko, bo już chyba w wieku 14 lat zacząłem robić pierwsze szablony na różne silniki. Ogólnie wszystko co było w moim życiu to chciałem tego spróbować, czy to ściąganie simlocków z telefonów, czy to jakaś rzecz związana z komputerami lub programowaniem. Rok przed maturą po swojej znajomości  z bardzo dobrym  grafikiem komputerowym udało mi się otworzyć projekt na którym można dostać szablon na forum internetowe. Po maturze dostałem się (dalej za granicą) na studia informatyczne (Computer Science) które dwa miesiące temu udało mi się skończyć z wyróżnieniem. Jeszcze przed świętami bożego narodzenia poszedłem na targi pracy na których było wiele firm z branży IT. Pogadałem z jednym panem i po 15 minutowej rozmowie o Javie wziął ode mnie CV. Firma oddzwoniła i przeszedłem w sumie 4 rozmowy kwalifikacyjne . Warto zaznaczyć (a jest to też w jakimś stopniu rada) że wcześniejszy projekt z szablonami był tematem przewodnim na moich rozmowach.

     

    Rada i przemyślenia

    Rada do wszystkich jest taka, że firmy nie szukają osób które mają najlepsze wyniki na papierze (swoich wyników przy podpisywaniu kontraktu jeszcze nie miałem), a interesują ich osoby które posiadają projekty w swoim portfolio co pokazuje że dana osoba faktycznie interesuje się IT, a nie robiła tego tylko dlatego że słyszała iż w IT się dobrze zarabia.

    Jestem samoukiem i temat stron internetowych, z bazami danych uczyłem się sam. Na studiach otworzyły się nowe drogi w postaci tworzenia backendów, co pozwoliło mi robić pomniejsze prywatne projekty, ale też takie rzeczy jak aplikacje Android, aplikacje webowe i każdy inny temat który kiedyś będę brał pod lupę. Prawda jest taka że na studiach uczą podstaw na których można wszystko zrobić. Nieważne są języki do programowania, ponieważ zasada jest zawsze taka sama - rozwiązywanie problemów, logika i chęć zrobienia czegoś.

    Od września zaczynam swój pierwszy rok w pracy.

    Edytowane przez EmCii

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Potrzeba matką wynalazków... albo przynajmniej rozwoju.
    Z wykształcenia jestem ekonomistą/księgowym - zawodowo pokrywa się tylko częściowo z zakresem obowiązków. Dochodzi do tego masa zestawień, raportów, rejestrów. Do tego pracodawca zapewnił odpowiednie narzędzia. Jednak moja jednostka zaczęła rozwijać się operacyjnie poza wytarte obszary korporacji. Polityka IT przeszkadzała w testowaniu niededykowanych rozwiązań więc pozostawał excel i przeświadczenie że kiedyś nikt tego nie ogarnie (kierownik już przestał "na szczęście ma od tego młodych").

    Jako że w firmie excel jest podstawą wszystkiego trzeba było na jego bazie stworzyć narzędzie do automatyzacji. Padło na VBA, znając proces trzeba było już "tylko" ogarnąć język (pozdrawiam autora na W) i można projektować aplikację a potem pisać, testować, poprawiać... Naprawdę dużo satysfakcji daje zrobienie czegoś w 5minut zamiast w 3 godziny. Zostaje masa czasu na czytanie android.com.pl 

    Kiedy pracodawca wie że masz troche wolnego czasu  daje Ci dodatkowe zajęcie. Tu przy okazji rozwoju trafiło mi się pilnowanie formalności do ubezpieczeń należności w pewnej znanej firmie.

    I znowu. rejestr polis/wniosków w excelu, pilnowanie terminów "przydatności" w outlooku to tylko wierzchołek ... zgroza.
    widząc potencjał rozwoju problemów postanowiłem wyjść poza office i postawić na aplikacje webowe. Postawiłem na Jave ale troche przeceniłem swoje możliwości i odbiłem się. Ucząc się samemu nie byłem w stanie rozwiązywać problemów które przewidywałem w aplikacji. 

    Usłyszałem o Pythonie. Język jest znacznie prostszy do przyswojenia niż Java a troche niższa wydajność nie była (i raczej nie będzie) problemem przy skali wykorzystywania aplikacji. Masa materiałów do nauki, przyjazna i skora do dzielenia się wiedzą społeczność utwierdziły mnie w przekonaniu że tym razem dam rade. I tak się stało. Od miesiąca aplikacja działa :)
     

    Chyba trzeba się podszkolić i zmienić pracę bo mi się to strasznie podoba :)

    Edytowane przez sledziu32

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Kiedy byłam pacholęciem i całkiem małym dziewczęciem,

    grę w telewizorze miałam i często tak sobie czas umilałam.

    Potem czas przyszedł na Atari i wszyscy w to wtedy grali.

    Choć taśmy często wciągało, nikogo to nie zniechęcało.

    Pierwszy telefon wielkości teczki - robiłam z nim piesze wycieczki,

    zasięgu szukałam na dachu - pełna radości i strachu.

    A potem już wszystko tempa nabrało:

    PS kolejne modele i telefonów wiele,

    mniejsze i szybsze komputery i ciągle nowe bajery.

    Taka to moja z IT  codzienna przygoda,

    czy jest pogoda, czy niepogoda...

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Opowiadanie o tym, że zawsze o tym marzyłem zakrawałoby na samoumartwienie. Marzyć można o pracy Strażaka, czy Policjanta. Wolę czytać książki, wcale tego nie ukrywam. Jestem humanistą w każdym calu. Czytam, słucham, piszę. Studia informatyczne zrobiłem, bo tak się opłacało. Bo wiedziałem, że jestem obrotny, a dobry papier da mi w przyszłości pracę. W ten oto sposób po studiach rozpocząłem pracę jako montażysta, potem kierowałem serwisem, potem znowu byłem kierownikiem i tak powoli się to wszystko kręciło. Co kilka lat mam tak, że rzucam wszystko i zupełnie zmieniam pracę, branżę, odmieniam swoje życie - tak dla świeżości umysłu i kultury pracy. 

    Zastanawiając się co chcę robić w życiu postanowiłem być wdrożeniowcem. Jak powiedziałem, tak zrobiłem. Chyba mam w życiu szczęście, bo druga Firma do której złożyłem papiery postanowiła mnie zatrudnić. Rozpoczęła się moja przygoda z wdrożeniami, systemami ERP, CRM e.c.t. No i fajnie. 

    Jak wcześniej wspomniałem jestem dość obrotny i sprytny przez co trafiłem pod skrzydła Człowieka, który ogarniał dość trudną działkę w naszej Firmie. Pod Jego opieką wciągałem się w kolejne aspekty IT realizując coraz ciekawsze projekty. Z odbierania telefonów przeszedłem do mądrzejszych zadań.  Zamiast prosić o pomoc ja byłem o nią proszony. Działałem, pisałem i tak oto z humanisty stałem się wdrożeniowcem z żyłką do PL/SQL i Java Script ;) Taka to moja droga w życiu ;) 

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Po studiach mechanicznych przez dwa lata byłem konstruktorem. Znudziło mi się to i postanowiłem odmienić swoje życie. Dwóch kolegów, którzy się przebranżowili na programistów przede mną namówili mnie że jest to możliwe a zarobki będą wzrastać w zastraszającym tempie i to mnie przekonało. Rzuciłem dotychczasową robotę, sprzedałem motocykl żeby mieć kasę na życie i zacząłem się uczyć Javy z książek Internetu i tak minęło mi kilka miesięcy. Odpicowałem sobie cv i zacząłem szukać pracy jednak bezskutecznie przez co byłem załamany. Może niepotrzebnie rzucałem całkiem fajną pracę? W sumie nie było tak źle w tej starej. Zostałem bez kasy i bez pracy, a jedynie co miałem to marzenia, że mi się uda. Pewnego dnia dostałem bardzo fajny telefon- był iskierką umierającej nadziei. Pani była zaskoczona tym co zrobiłem i pytała dlaczego chcę się przebranżowić. Ostatecznie nie mogła mnie zatrudnić jednak mój mail bardzo jej się spodobał. Temat maila „Gratulacje wygrałeś mercedesa”. Treść: „żartowałem, ale jeśli to otworzyłeś to przeczytaj bo szukam pierwszej pracy w IT i zależy mi na nauce bardziej niż na pieniądzach”

    Nie poddawałam się, szukałem skutecznej drogi do nauki programowania. Wpadłem w necie, na reklamę darmowego webinaru - i tak uczyłem się z darmowych rzeczy dostępnych w necie. Czułem, że jak na bezrobotnego to wolno się uczę. Wiedziałem, że jeśli chce przetrwać najtrudniejszy czas w swoim życiu muszę zrobić WSZYSTKO co w mojej mocy, by się udało. Tu nie chodziło tylko o szansę zarabiania więcej, ja wszystko rzuciłem by mieć czas na naukę. Moja duma, ambicja i szacunek do siebie mobilizowały mnie bardziej niż znikające pieniądze na koncie.

    Zdecydowałem - idę na Bootcamp (bootcamp z Javy, androida i front-endu  w jednym). Patrzę na cenę… ręce mi opadły…. Serio??? Aż tyle - myślałem. No nic, sprzedałem swoją największą miłość - motocykl - obiecując sobie, że przyjdzie czas, kiedy kupię sobie dwa razy lepszy- z wypłaty programisty…

    Z Krakowa przeprowadziłem się na czas kursu do Warszawy. Tydzień przed rozpoczęciem miałem już gdzie mieszkać, miałem powtórzone wszystkie podstawy. Na bootcampie codziennie każde rozpoczęte zadanie dokańczałem w domu. W weekendy każdy projekt jaki był zadany także robiłem i jeszcze raz przerabiałem. Chciałem być najlepszy, choć wiedziałem, że pod względem rozkmin, może nie byłem… Stwierdziłem, że nadgonię swoją pracowitością. Cieszyłem się, że w końcu wszystko idzie w dobrą stronę. Na kursie poznałem też dziewczynę, która spinała firmę w której robiłem kurs. Któregoś dnia popsuł się ekspres do kawy - jako student mechatroniki - naprawiłem, a ona z wdzięczności zgodziła się wyjść ze mną na łyżwy..

    Tuż po kursie znalazłem pracę cieszyłem się jak dziecko.. W końcu spełniły się moje marzenia! Udało się! Ciężko pracowałem, zostawałem po godzinach, czułem, że początkuję i nie znajdowałem rozwiązania, które chciałbym znaleźć. Był fajny zespół, podobało mi się. Po 3 miesiącach… zwolnili mnie…. (przyznaje się do tego tylko po to by inni widzieli, że trzeba walczyć dalej). OK. Dzień odpoczynku, głębokiego wdechu. Później akcja CV- szukam pracy. Choć w głowie miałem myśl „może jednak nie jestem wystarczająco dobry”. Wysyłałem CV (ponad 50-siąt-byście mieli prawdziwy obraz jak wygląda szukanie pracy dla początkującego programisty) - chodziłem na rozmowy.

    Od dwóch lat pracuje jako programista.

    3 miesiące temu zdałem certyfikat Oracle Certified Associate Java SE 8 Programmer

    Za miesiąc kupię motocykl Honda Vfr 800

    Pół roku temu dziewczyna z którą chodziłem na łyżwy zgodziła się zostać moją żoną.

     

    Marzenia się spełniają.. To nie jest kwestia szczęścia, jednej chwili, ale uporczywej pracy liczonej w latach. Codziennie patrzę na listę celów - jedne już odhaczone, drugie wiszą już od paru miesięcy, do innych się zabieram, ale to droga którą wybrałem. Z dnia na dzień jestem coraz lepszym programistą i choć nie stało się tak szybko jak chciałem, to się stało, a droga do tego była absolutnie niesamowita! Dzięki przygodzie z programowaniem wygrałem nie tylko wspaniały zawód, ale też prawdziwą Miłość!

    Lepiej być nie mogło!

     

    Edytowane przez dblacha

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

    Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

    Zarejestruj nowe konto

    Załóż nowe konto. To bardzo proste!

    Zarejestruj się

    Zaloguj się

    Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

    Zaloguj się

    • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

      Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

    x