Skocz do zawartości
Coders Lab

KONKURS: Twoja droga do IT - opisz nam swoją historię i zgarnij Xiaomi Mi Band 3!

    Rekomendowane odpowiedzi

    Logo Komeniusz - od tego się zaczęło. W podstawówce byłem zafascynowany owym programem, a konkretniej tym, że mogłem prostymi komendami sterować "żółwiem". Była to oczywiście tylko zabawa, jednak nie mogę umniejszać jej znaczenia, ponieważ myślę, iż miała ogromny wpływ na moją przyszłość i otworzyła ciekawość w sferze programowania.

    Na przełomie podstawówki i gimnazjum, jako wielki fan gry Operation Flashpoint (obecnie znanej jako Cold War Assault - prekursorki serii ArmA), zorientowałem się, że w udostępnionym przez twórców edytorze misji można robić coś więcej, niż tylko ustawiać obiekty. Mianowicie, cała seria, od Operation Flashpoint począwszy, umożliwia tworzenie skryptów w autorskim języku skryptowym, nieco podobnym do C++, choć bardzo odchudzonym. Niestety, jako mieszkaniec wsi, nie miałem wówczas dostępu do Internetu, przez co brakowało mi możliwości na zdobycie choćby podstawowej wiedzy w tym zakresie.

    Zmieniło się to w roku 2007, kiedy na urodziny dostałem modem Orange. Co tam, że miesięczny limit danych wynosił 500 MB, a w dobry dzień prędkość ściągania dochodziła do zabójczych 20 kb/s! To był moment przełomowy! W końcu uzyskałem możliwość poszerzenia swojej wiedzy w zakresie skryptów. Zapoznałem się z podstawowymi komendami i byłem w stanie co nieco zdziałać, jednak wciąż brakowało mi fundamentalnej wiedzy o programowaniu, aby zrobić coś naprawdę ciekawego. Pamiętam do dziś, jak przeglądając skrypty w jednej z już istniejących misji, zauważyłem dość dziwny zapis:

    i = i + 1

    Nie miałem pojęcia, jakie to może mieć zastosowanie! Zadałem pytanie na forum owej gry, jednak pech chciał, iż ludzie nie byli zbyt pomocni. A wystarczyło, by ktoś napisał np.: "poczytaj o C++". 

    W ten sposób, stałem w miejscu, aż do czasów liceum. Pomimo, iż klasa była humanistyczna, nauczyciel informatyki postanowił zaryzykować wdrożenie nas w konkretny język programowania - zaczął od Logo Komeniusza (ponoć historia kołem się toczy), a później przeszedł do Turbo Pascala.

    Turbo Pascal był kolejnym przełomem. To w nim poznałem instrukcje warunkowe i pętle. Załapałem je w miarę szybko, choć kłamałbym mówiąc, że nie sprawiło mi to problemów. Wciąż traktowałem to jednak jedynie jako zabawę - nie widziałem realnego zastosowania dla programu, który wypisuje w konsoli ciąg Fibonacciego. W ostatniej klasie nauczyciel się zmienił na nieco mniej kompetentnego. Zamiast Turbo Pascala, robiliśmy kartki walentynkowe w Wordzie.

    Niezrażony tym nagłym spadkiem ambicji czynności wykonywanych na informatyce, postanowiłem zapisać się na maturę podstawową z owego przedmiotu. Nie miałem żadnego przygotowania, ponieważ wcześniej chciałem zdawać historię rozszerzoną i chodziłem na fakultety z tego przedmiotu - całe szczęście, w porę zrezygnowałem. Tak więc, w dniu egzaminu, przyszedłem z całkowicie czystym umysłem - bez stresu i bez wiedzy. Wiedzy brakło mi do tego stopnia, że nikt mnie nie uświadomił, iż drugą część egzaminu można wykonać w pakiecie Office, przez co próbowałem wykonać wszystkie zadania w Turbo Pascalu. W ten sposób uzyskałem całe 14%.

    Wiele osób zapewne w tym momencie by się zraziło i poszukało sobie innego zajęcia. Ja jednak z jakiegoś powodu się zaparłem i złożyłem papiery na studia informatyczne. Z matematyki podstawowej uzyskałem ok. 85%, co uratowało mnie w kwestii dostania się na uczelnię. Niedługo przed rozpoczęciem, przerobiłem sobie darmowy, internetowy kurs C++, aby nieco odświeżyć podstawowe pojęcia.

    Od pierwszych zajęć wiedziałem, że był to strzał w dziesiątkę. Chodziłem nie z przymusu, a z chęcią. Po pierwszym roku, wciąż jednak czułem, iż czegoś mi brakuje. Moja ówczesna wiedza była nieusystematyzowana. Wiedziałem, co to instrukcje warunkowe. Umiałem stworzyć pętlę. Napisałem nawet proste "koło fortuny" w C++. Nie spoczywając na laurach, namówiłem rodziców na kupno grubego tomiszcza o C++, autorstwa Stephena Praty. Większość wakacji spędziłem na przerabianiu owej książki, poczynając od zupełnych podstaw. W ten sposób nie tylko poznałem niuanse dotyczące C++, ale nauczyłem się też obiektowego paradygmatu programowania.

    Pomimo tych wszystkich przygód, na drugim roku studiów, natrafiłem po raz kolejny na przeszkodę, która uniemożliwiła mi otrzymanie piątki z programowania na pierwszym roku - implementację stosu na tablicy dynamicznej. Główny problem stanowił algorytm zdejmowania elementu ze stosu. Drążyłem temat na zajęciach, korzystając z porad i pomocy wykładowcy oraz jednego z kolegów, aż w końcu poczułem, że coś w umyśle "zaskoczyło"! I tak oto, w końcu, spod moich palców, wyszedł w pełni działający stos, a ja nieświadomie podszkoliłem się w zakresie rozwiązywania problemów.

    W trakcie studiów, poznałem także podstawy innych języków (Java, Python). Po zdobyciu tytułu licencjata, podjąłem decyzję - nie pójdę na magisterkę, bo to strata czasu. To była kolejna dobra decyzja. Tuż po studiach, otrzymałem propozycję pracy w łódzkim oddziale Accenture. Przeprowadziłem się zatem do Łodzi i od tamtej pory, jestem zawodowym programistą, a pisząc niniejsze słowa, siedzę sobie w mieszkaniu w Bydgoszczy i pracuję zdalnie w innej firmie. W przyszłości planuję założyć własną działalność. Oto ja, osoba, która może się poszczycić godnym podziwu wynikiem 14% z podstawowej matury z informatyki.

    Krótkim podsumowaniem - jeśli czujesz, że do czegoś Cię ciągnie, nie zrażaj się potencjalnymi niepowodzeniami i rób swoje.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Cześć J

    Nazywam się Patryk mam 28 lat i pracuję jako serwisant komputerowy. Opowiem wam jak się rozpoczęła moja historia z IT.

    Od małego bardzo interesowałem się wszelkimi konsolami i grami video. Pewnie jak większość dzieciaków wychowanych w latach 90 spędzałem dużo czasu na podwórku, grach sportowych itp. Wieczory spędzałem przy Nintendo Pegasus. Jak udało mi się od kogoś pożyczyć to grałem na Game Boy. W szkole uwielbiałem zajęcia z informatyki, ach ten Logo Komeniusz. Jak się szybko skończyło pracę na lekcji można było pograć lub pobuszować w internecie. I już wtedy bardzo mnie ciągnęło do tych zagadnień. Niestety w domu nie miałem komputera ale często przebywałem u kolegów którzy już posiadali taki sprzęt. Jeden z nich o imieniu Dominik bardzo zainteresował mnie tematyką sprzętu i wyjaśniał jak to działa. Nauczycielka informatyki zaproponowała mi abym się zapisał do koła informatycznego bo zaczynają prace z Programem Visual Basic a dostrzega ona że mam smykałkę do tego. I tak co piątek kończąc dwie godziny później uczyłem się podstawowych funkcji programowania i mogłem robić to co mnie najbardziej interesowało czyli grać po skończeniu przerabiania materiału. Przełomem był dla mnie rok 2000 kiedy to moi rodzice po wielokrotnych namowach (dziękuje ci mamo za te godziny namawiania taty za moimi plecami zapewniając że przyda mi się to do nauki) kupili mi pierwszy komputer. Byłem bardzo szczęśliwy i mogłem w końcu poświęcić się mojemu największemu hobby …………. Graniu. W wyborze sprzętu pomógł moim rodzicom informatyk z zamiłowania czyli Śp. Darek, tata mojego kolegi. Był on również osobą która nie raz naprawiała mi sprzęt lub przeinstalowywała system jak coś namieszałem. Darek stał się swego czasu mentorem mojego świata IT, mimo mojego uzależnienia od gier komputerowych uwielbiałem słuchać jak wyjaśniał mi zagadnienia związane ze sprzętem i systemami operacyjnymi z rodziny Windows.

    Czemu opisałem wam moje uzależnienie od gier i jak się ono rozwijało? Doszedłem do wniosku że to ważne gdyż to spowodowało pierwszy mój własny krok do rozwoju w tym kierunku. Pewnego razu gdy mój system operacyjny Windows XP przestał się uruchamiać jak zwykle zadzwoniłem do wujka Darka zapytać czy mogę przynieść mu komputer bo coś się schrzaniło. Po krótkiej rozmowie doszedł do wniosku, że to tylko system ale w tym tygodniu nie da rady i żebym się odezwał w przyszłym. Jak to a co z graniem pomyślałem wtedy i zaryzykowałem zainstalowanie systemu od początku samemu. Udało mi się i wtedy poczułem że ja po prostu rozumiem komputery i wiem jak to działa. Zacząłem zajmować się serwisowaniem i instalacjami systemów dla znajomych. Gry poszły w odstawkę zacząłem się uczyć podstaw Linuksa. I tak to się rozwijało dalej, dorabianie na giełdzie komputerowej w weekendy, cały czas bycie na bieżąco z nowinkami technologicznymi. Stało się to moim głównym hobby i poświęcałem dużo czasu na to i nadal poświęcam.

    Dziś patrząc na to z perspektywy czasu (jestem już żonaty mam dzieci) żałuję tylko jednego braku odwagi aby wiązać z tym rozwój zawodowy od razu po skończeniu szkoły. Dopiero po latach natrafiła mi się okazja podjęcia pracy w branży IT i żałuję że wcześniej nie poświęciłem się bardziej na naukę programowania. Próbuje teraz to nadrobić gdyż mój rozwój póki co zatrzymał się na Serwisowaniu sprzętu i systemów. Chciałbym w niedalekiej przyszłości nie tylko naprawiać ale i tworzyć. Poznać dobrze (znam tylko podstawy) PowerShell’a jak również środowisko JAVA. A na końcu tej przygody zostać pentesterem. Niestety nie mam już tyle czasu co kiedyś oraz nie mogę zbyt wielu środków finansowych poświęcić na to z racji na sporą rodzinę ale cały czas staram się dążyć do celu i uczyć nowych zagadnień.

    Pozdrawiam i mam nadzieję że was nie zanudziłem

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    mjab

    Witam,

    moja historia do kariery w IT jest bardzo krótka i prosta. W domu zawsze od kąt pamiętam był "komputer" już 1985 roku stało Atari 800 XL ze stacją dyskietek 5,25''. Gier w zasadzie nie było, to co nazywano grami to były jakieś kropki i kreseczki. Pojęcie grafiki cyfrowej z tat 80tych to na obecny moment mocno naciągana sprawa.

    Całe te zjawisko zachęciło mnie to programowania, już jako 5 latek znałem na pamięć język Atari Basic i pisałem proste programy, z czasem robiły się coraz bardziej zaawansowane aż do sterowania bramkami gpio za pomocą Assembler Atari.

    Lata mijały, komputery w moim domu były coraz bardziej nowoczesne aż pojawiłsię pierwszy PC marki IBM z systemem DOS Comander. Oczywiście nadal nikt nie widział takiego urządzenia jak mysz komputerowa, ale sam komputer był bardzo zbliżony do obecnych i potrafił naprawdę wiele. Pojawiła się grafika cyfrowa, kolorowe monitory i nowe języki programowania.

    Wtedy już zacząłem się uczyć C++, PHP, czy po prostu HTML. Internet to też była wtedy niedostępna sprawa, tu nie wystarczyło mieć pieniądze. Trzeba było mieć znajomości bo TP potrafiła zakładać linie telefoniczną nawet 10 lat od zamówienia.

    Później zaczęły się pierwsze naprawy komputerów sąsiadów, były to PCty na Windows NT 3.0 i później Windows 95. Mało kto teraz pamięta że to co teraz wygodnie ustawia się w BIOS czy też UEFI za pomocą klawiatury, kiedyś było na zworkach elektrycznych i 1 błąd mógł kosztować uszkodzeniem płyty, albo jakiegoś elementu. Komputery wtedy były tak drogie w Polsce że obecną cenę trzeba pomnożyć przez 10 by stanowiła obecny stosunek ceny do zarobków. Czyli na tamte czasy w obecnej walucie zwykły PC musiałby kosztować ok 25'000 PLN. Tak cały rok rodzice odkładali by kupić mi pierwszego IBM'a.

    Gry komputerowe jakoś mnie nie wciągnęły i dalej nie wciągają, wole coś napisać w języku programowania co rozwiąże problemy klienta albo mojej rodziny.

    Obecnie prowadzę serwis Autoryzowany (marki nie podam bo to nie miejsce na reklamę) z monopolistą w branży IT zwłaszcza procesorów i naprawiam już od 14 lat komputery PC, laptopy, GPS itd... Ciekawostką jest to, że przez te 14 lat, przerobiłem 4 generacje komputerów i teraz wchodzę w 5tą. Komputery od lat 90tych do teraz zmieniły się całkowicie w kwestii elektroniki. Te najnowsze nie mają już w zasadzie nic wspólnego z tymi pierwszymi. Niestety wraz z rozwojem technologii spada jakość. Kiedyś komputer wymieniano bo był slaby i wolny, teraz wymienia się go bo "zgasł" i nie włącza się.

     

    Jestem świadom że takich historii jest mało jak moja, bo zaczynałem wraz z pierwszymi "komputerami" i działam do dziś. Sekretem mojej pracy jest pasja i wszczepiona od dziecka programistyka. Ja po prostu kocham komputery i IT. Gdyby ta dziedzina wiedzy upadła to nie miał bym pomysłu jak dalej żyć.

     

    Pozdrawiam ...
    Michał Jabłoński

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Moja przygoda z IT jest dość nietypowa i zawiła...

    Dawno dawno temu w czasach starej matury.. Kiedy pytali mnie kim chcę zostać, zawsze miałam tą samą odpowiedź.. nie wiem.. denerwowały mnie te wszystkie pytania. Mieszkając w małym mieście wiesz, że perspektyw nie ma zbyt wiele.. I jeśli wybierasz szkołę średnią na podstawie doświadczeń z podstawówki... fizyca i chemica dawały mi mocno w kość...  ale była alternatywa - szkoła ekonomiczna, bez fizyki i chemii.. a później połowa kierunków odpada.. w tym polibudy... eh gdyby człowiek pomyślał o tym wcześniej..

    I tak sobie żyłam.. maturę zdałam.. ale co dalej?  Informatyka w szkole dopiero niedawno wyszła z "elwro juniorów".. kto by  więc pomyślał, by iść w tym kierunku. Na pewno nie ja.. Postanowiłam rok sobie "przebimbać", wyszaleć się, odpocząć..

    W tym czasie mój starszy brat studiował informatkę - i jak to z rodzeństwem zwykle bywa, docinał na każdym kroku, w domu był jeden komputer, więc nie pozwalał z niego korzystać.. jesteś babą, to nie dla ciebie.. znajdź sobie babskie zajęcie.. I tak na każdym kroku i z każdej strony.. Ale tak się wydarzyło, że mój brat zrezygnował ze studiów, czy mu nie poszło - sama nie wiem.. nigdy nie powiedział co dokładnie było... postanowiłam więc... "o ja ci pokażę! - to nie dla mnie? chyba nie dla ciebie!" I tak oto złożyłam papiery na studia ekonomiczne z informatką - na egzaminach wstępnych nie było fizyki.. i wiecie co - przyjęli mnie!

    Podczas pierwszych studiów - dziennych - choć wydaje się to nie możliwe dorabiałam na 3 etatach.. żadne z IT związane nie było.. ale czasy pracy za 3.50 na rękę.. brało się co popadnie.. praca, praca studia praca i tak w kółko.. Na studiach była możliwość zdobycia wielu certyfikatów - co ja nie zdobędę?!.

    I wiecie co... skończyłam je, a później drugie, już bardzie informatyczne niż ekonomiczne. Dzięki ciężkiej pracy i certyfikatom zdobytych na nich praca w IT też się znalazła.. nie zawsze lekka, w końcu trzeba się było wszystkiego nauczyć.. szczególnie początki te 11 lat temu były ciężkie.. kobieta w IT? Teraz jest już nas, kobiet więcej w tej branży i cieszę się, bo to najlepsze co mogło mnie spotkać!

    Chyba nie ma dla mnie lepszej motywacji niż udowodnić wszystkim w okół - myliliście się, a jednak mi się udało! I tego życzę każdej osobie, która nie wie co w życiu robić.. i która nie ma wsparcia otoczenia. Każdy z nas może osiągnąć wszystko, czego tylko zapragnie...  wystarczy znaleźć coś co Cię zmotywuje.. w moim przypadku wystarczyło "a zobaczycie udowodnię wam wszystkim, że się mylicie!

    Pozdrawiam,

    Ania

     

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    Cytat

    Life is an interesting journey, you never know where it'll take you. Peaks and valleys, twists and turns… You could get the surprise of your life. ..Sometimes, on the way to where you are going; you might think 'this is the worst time of my life' 

    Nigdy nie wiecie kiedy najniższy punkt waszego życia może stać się najważniejszym.

    Obecnie pracuję w branży IT, choć nigdy miało mnie tu nie być. Tak jak na żadnym ze stopni ku temu celowi.

    Jako osoba z niezbyt zamożnej rodziny, który był skazany w teorii na życie "nie dasz rady nic osiągnąć", zdecydowałem się na studia w stolicy - mieście, nie oszukujmy się, największych możliwości. Pomimo namów całej rodziny rekrutowałem tylko na Politechnikę Warszawską wiedząc, że nie chcę iść nigdzie indziej. Dostałem się na studia inżynierskie (niezwiązane z IT) bez pieniędzy i punktów zaczepienia. w nowym miejscu.

    Plan był prosty, pracować przez wakacje po maturze, zarobić na kaucję na stancję i początek w stolicy i dalej jakoś sobie radzić jako przykładny student. Najdłuższe wakacje swojego życia, które moi rówieśnicy poświęcili na zwiedzanie kraju - ja spędziłem kopiąc doły na budowie i mieszając klej do ocieplenia elewacji. Problem był jeden - praca była na czarno, a właściciel nie do końca słowny i godny zaufania. Pomimo jego pięknych mów na temat ambitnego młodzieńca, przyszłego studenta - ten młodzieniec nie uzyskał większości swojego wynagrodzenia, a firma zaraz zawinęła się pozostawiając nie tylko mnie, ale i resztę swoich pracowników bez wypłaconych pensji.

    Pozostałem na lodzie - bez pieniędzy na mieszkanie, bez pracy i tylko z niewielkimi oszczędnościami w portfelu. W ostatniej chwili zarekrutowałem do akademika i postanowiłem jechać na obóz zerowy dla pierwszaków korzystając z tymczasowego bezrobocia. Miały miejsce zatem dwie rzeczy, które miały nie mieć miejsca. Obie doprowadziły do ciągu przyczynowo skutkowego, którym było poznanie masy osób i rozpoczęcie za ich namową działalności w Samorządzie Studentów. W ten sposób, zamiast stać się cichą myszą, która spokojnie i pewnie pokonuje studia by zostać inżynierem - stałem się działaczem studenckim, kimś o zupełnie innym profilu (bynajmniej nie lepszym! choć wiem, że może tak to brzmieć ;) ).

    To make long story short: zacząłem organizować projekty, wydarzenia, udzielać się w różnych miejscach jednocześnie pracując dorywczo, a studia zeszły na dalszy plan. Pokochałem działalność z ludźmi i wiedziałem, że tylko w ten sposób chcę pracować w przyszłości. Gdzie mnie to przygnało? W momencie kolejnej próby ratowania swoich studiów dostałem propozycję pracy jako scrum master w firmie IT. Pomyślałem "IT? ledwo wiem jak się programuje!", ale postanowiłem znowu rzucić się na głęboką wodę podążając za instynktem. Przegrałem walkę o swój wpis w indeksie, ale przepracowałem rok ucząc się branży, do której myślałem, że brakuje mi wiedzy i kompetencji.

    Obecnie pracuję w jednej z dużych firm, ucząc się kolejnych technologii, o których wcześniej mogłem jedynie usłyszeć z artykułów, łamiąc kolejne bariery. A wszystko zaczęło się od przepracowanych za darmo wakacji, braku pieniędzy i wylądowaniu w miejscu, w którym miało mnie nie być. Oczywiście po drodze występowało dużo zwrotów akcji i zawirowań, ale na to by trzeba było książki, a nie posta na forum. :)

    I pamiętajcie - nie ważne co studiujecie, ważne jak wykorzystacie czas studiowania, bo to najpiękniejszy okres pod względem możliwości. A inżynier przed nazwiskiem, koniec końców, pojawił się po męczarniach.

    Cytat

    But you know what?.. at the end of the road through all the adversity you could get to where you wanted to be, you remember whatever don't kill you makes you stronger and all the adversity was worth it.

     

    Edytowane przez Miechu14

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Moja przygoda z dziedziną IT zaczęła się kilka lat temu. Właśnie wtedy zainteresowałem się komputerami. Mój pierwszy komputer dostałem od brata. Nie pamiętam dokładnie co to był za komputer ale miał Windowsa 95 ❤️ Zaczęło się oczywiście od gier. Moja pierwsza poważniejsza gra na nim to Delux Ski Jump (z tego co pamiętam) 2. Po zakupie i próbie podłączenia głośników napotkałem jakiś problem. To był pierwszy raz kiedy rozebrałem komputer. Z upływem lat coraz bardziej zagłębiałem się w tajniki informatyki co skłoniło mnie do pójścia do technikum informatycznego. Pierwszy rok w technikum właśnie minął. Nauczyłem się kilku nowych rzeczy głównie jeżeli chodzi o linuxa. Na własną rękę uczę się trochę programowania lecz nie mogę doczekać się 2 klasy. Koniec przedmiotów ogólnokształcących i oddanie się do reszty odmętom informatyki. Nie jest to jakaś długa, romantyczna historia jednak mam nadzieję, ze z czasem i z podjętymi wyborami nabierze rumieńców, co przyniesie mi satysfakcję i pracę, do której będę chodził z przyjemności a nie z przymusu. 

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Moja droga do IT zaczęła się dawno temu.

    Komputery są moją największą pasją. Interesuję się nimi od czasów dzieciństwa. Komputerami zainteresował mnie ojciec.

    Był rok 1984. Miałem wtedy 7 lat. Do domu zawitał pierwszy komputer który ojciec kupił od znajomego mieszkającego w RFN za marki. Był to 8-bitowy, zgrabny komputerek Commodore 116 z gumową klawiaturą.

    Commodore_116_White_BG.jpg

    Commodore 64 pojawił się nieco później.

    Commodore64.jpg

    Kolejne komputery które zawitały pod dach naszego domu to 16-bitowe i 32-bitowe Amigi

    Amiga500_system.jpg

    oraz wczesny komputer osobisty PC - z procesorem 486.

    1200px-IBMPS1.jpg

    Pierwsze moje komputery, w skład których wchodził najbardziej znany w historii informatyki Commodore 64, miały - przynajmniej z dzisiejszego punktu widzenia - stosunkowo małe możliwości obliczeniowe, graficzne i muzyczne. Ówczesne gry na te komputery pomimo ich prostoty przyprawiały mnie o wypieki na twarzy. Podobały mi się i były wciągające. Przechowywało się je na kasetach magnetofonowych i stamtąd się również je wgrywało, wykorzystując do tego specjalny, komputerowy magnetofon. Dziś komuś może się to wydawać archaicznym rozwiązaniem ale w tamtych czasach wywoływało to niesamowite wrażenia i emocje. Wczytywanie programu z taśmy czasami kończyło się błędem. Problem tymczasowo rozwiązywała regulacja skosu głowicy w magnetofonie i rozpoczęcie wczytywania programu od nowa. Wgrywaniu towarzyszyły często kolorowe paski migoczące na ekranie telewizora lub monitora. Dziś, gdy bawię się retro komputerami, wywołuje to we mnie prawie takie same emocje co kiedyś. Uwielbiam to. Komputery ośmiobitowe poznawałem zarówno na poziomie sprzętu jak i oprogramowania. Razem z ojcem uczyłem się pisać programy w języku BASIC. Nawet nieźle mi szło! Do dziś pamiętam niektóre komendy tego języka.

    Szesnastobitowa Amiga 500 kojarzy się dziś wielu osobom głównie z fantastycznymi jak na tamte czasy grami. Ja prócz grania próbowałem swoich sił w programowaniu w języku Amos oraz specjalnie przygotowanym dla Amigi języku GFA Basic. Posiadacze Amigi mieli najczęściej tylko jedną stację dyskietek, tak jak ja. Wiele gier składało się z co najmniej 3 dyskietek, co wymagało częstej ich zmiany podczas rozrywki. Miało to oczywiście swój urok! Amiga 1200 to już 32-bitowy "multimedialny" komputer który w tamtym czasie przebijał możliwościami graficznymi niektóre komputery osobiste PC.

    PC 486 to moje pierwsze spotkanie z systemem operacyjnym DOS i poznawanie jego konfiguracji. Spotkanie z programami oraz poznawanie osprzętu do niego. PC z czasem rósł coraz bardziej w siłę. Pojawiały się coraz bardziej wydajne procesory, karty muzyczne i graficzne, co było efektem nie tylko coraz większego postępu technologicznego ale również coraz wyższych wymagań sprzętowych stawianych przez gry i inne oprogramowanie. Dziś "PC" jest na tyle wydajny, że może nawet emulować stare komputery, konsole i automaty do gier.

    W tym miejscu cofnę się znowu do przeszłości i wspomnę jeszcze o czymś wyjątkowym, co spotkałem na mojej drodze do IT. Chodzi o automaty do gier które były produkowane od lat 80-tych przez elektroniczny przemysł rozrywkowy.

    zapcon_classic_arcade_games.jpg

    Maszyny te prezentowały niesamowicie i perfekcyjnie wykonane, wciągające i bardzo grywalne gry. Gry z automatów były świetne i dopracowane. Nawet ich odpowiedniki na komputerach nie były tak dobre. Może niektórzy z Was pamiętają te maszyny, tytuły gier i zadymione pomieszczenia w których stały, zwane salonami gier. Byłem zafascynowany tymi wyjątkowymi maszynami i jestem nimi zafascynowany do dziś. Były to, jak na ówczesne czasy, pionierskie rozwiązania w dziedzinie rozrywkowego przemysłu elektronicznego i gier, zarówno pod względem możliwości sprzętu jak i oprogramowania. Płyty główne automatów wykorzystywały procesory znane z równolegle produkowanych komputerów, takie jak Motorola 68000 czy Zilog Z80 które inżynierzy łączyli z innymi układami w tak twórczy sposób, że nawet dzisiaj wprawia mnie to w zadziwienie. Od strony programistycznej był to też majstersztyk. Moim marzeniem było kiedyś nauczyć się pisać takie wspaniałe gry. Dziś posiadam w domu namiastkę tamtych czasów - automat do gier wzorowany na tych z dawnych czasów.

    37891661cfc87ead.jpg

    Stare komputery nadal są w moim domu. Działają jak nowe pomimo że mają już ponad 30 lat! Mają one wielu pasjonatów na całym świecie a ja jestem jednym z nich. Prowadzę również kanał na YouTube na którym zamieszczam filmy o tematyce komputerowego retro. Oczywiście interesuję się też nowym sprzętem a także nowymi technologiami. Dzięki temu że komputery były obecne w moim domu cały czas, mogłem obserwować jak „ewoluują”, poznawać zachodzące w nich i ich oprogramowaniu zmiany i innowacje na przestrzeni ostatnich 30 lat, nie tylko w teorii ale też w praktyce. Przeżyłem najpiękniejsze czasy komputerów, informatyki i gier. Zdobywałem cenną wiedzę teoretyczno-praktyczną która dziś ułatwia mi odnalezienie się w skomplikowanym świecie nowych technologii. Pracuję w firmie o szeroko pojętym profilu informatycznym. Konserwuję i instaluję sprzęt i oprogramowanie. Zdobyłem trochę doświadczenia w pokrewnych dziedzinach takich jak centrale alarmowe, telefoniczne, monitoring, telekomunikacja/internet (również dziedziny mobilne), elektronika/sprzęt AGD. Jednak informatyka i komputery są moją największą pasją z którą można by powiedzieć się urodziłem i którą bardzo lubię. Tą drogą do IT chcę nadal iść bo to jest ta droga i na niej się najlepiej czuję.

    Edytowane przez AndroidPrestigio

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    • 2003
      • zza ramienia kolegi uczę się programować w c/c++ (on miał w liceum programowanie, my mieliśmy zajęcia z "internetu"), przy okazji kopiuje wszystkie kartki z zadaniami na ksero w pracy mamy
      • borland c++ 3.1, help bez internetu i poszukiwanie świętego graala tzn. "czemu się nie kompiluje" :)
    • 2006 
      • rozpoczecie studiów na ZUT w Szczecinie (droga wybrana!)
    • 2007/8 
      • zrobiłem dodatkową mature z Informatyki rozszerzonej - 24%, wczytywanie pliku w czystym C mnie położyło (gdzie byłaś StringList'o z Borlanda gdy Ciebie najbardziej potrzebowałem!)
      • napisaliśmy z kumplem bota do MU Online - https://www.mpcforum.pl/topic/39344-z-autobuff/, a za kasę ze sprzedaży licencji (napisałem własny program do zarządzania licencjami :D) ciągle wypady na bilard i piwo do ponadczasowego Olimpica 
      • GameGuard wprowadził zabezpieczenia do odczytywania okien z poziomu WIN32 i na 3 dni mój pokój stał się bazą walki ludu z uciskającą korporacją zakończonego "działa, działa!" (tak, były radosne wulgaryzmy, ale po co psuć historię :))
    • 2008/9
      • przepisaliśmy program i napisaliśmy bota do Poker Stars (grał na 24 stołach naraz)56190969_zrzutzdziaaniabota.thumb.png.aba5cdf4b31262c4a2909310869656af.png
      • beta testy, w 24h (3 x 8h) program zrobił z 1k -> 125k 
      • Poker Stars wysłało "Cease and desist letter" - uprzejme upomnienie z prośbą o zaprzestanie praktyk lub dłuższych wakacjach w USA, wybraliśmy zrezygnowanie z bota :)
    • 2009/10/11 
      • pierwsza praca w dużej firmie IT
        • napisałem program do automatycznego logowania i wylogowywania się z roboty ( :) )
        • złapałem międzynarodową firme na oszustwie z licencjami - przez ich literówkę w logach programu
    • 2010/11
      • nauczyłem się Androida w 6mc, napisaliśmy Facebook Photosync i zaczeliśmy trzepać kasiorę, rzuciłem robotę bo nie pozwalali przychodzić po 9 :)
    • 2011 
      • uzyskałem tytuł inzyniera pracą opartą o łamanie zabezpieczeń w grach MMORPG - po pierwsze ekonomia czasu ;d
      • otworzyłem firme z kolegą, pisaliśmy aplikacje na mobilne
    • 2012 
      • Wygrana za najlepszą aplikację społecznościową w PL (Facebook Photosync)
      • Facebook wysłał "Cease and desist letter" z informacją o 'wakacjach' w USA, zmieniliśmy nazwę aplikacji, grafiki i teksty :)
      • pracowaliśmy jako eksperci ds. mobilnych na kontraktach, strzeliło 10k/mc i przez parę kolejnych lat była ciągła IMPREZA..... fast forwad
    • 2015/6 
      • po godzinach tworzyłem wiele małych projektów/startupów - same niewypały
      • rzuciłem robotę kontraktora, otworzyłem spółke z innymi kolegami jako CTO i w półtora roku zdobyliśmy poważnego klienta z UK
      • naszkicowałem książkę, w zwięzły sposób opisującą jak przekraczać kolejne bariery w IT bez stresu i zarabiać min 10k/mc - w załączniku 4 z 25 paragrafów (How to earn 100k -demo.pdf), dajcie znać czy się Wam podoba i mogę robić pdfa z całości :) 
    • 2017 
      • John Mcafee próbował shakować mi telefon przez pierścień z NFC - przejechał się :)
      • podzieliliśmy firmę IT
      • ruszyłem ku przeznaczeniu ... nauka kabbalah, medytacje, joga, zrozumienie własnych pragnień, metoda Wim Hofa (Ice man)
    • 2018 
      • rzuciłem karierę IT, i wszystkie oferty CTO do kosza 
      • zacząłem szukać inwestorów na nieruchomości wynegocjowane od banków, bez kredytu i wkładu własnego i biznes się rozkręca (www.unityinvestments.pl) :)

     

    Wszystkim polecam karierę w IT, dobra zabawa, dużo wycieczek, mili i spokojni ludzie, kasa pozwalająca żyć bez większego napinania się o większość rzeczy :)

    How to earn 100k -demo.pdf

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    nala-s

    Witam,

    ja zacząłem w sumie  z przypadku .... jako 12 letni chłopak zobaczyłem, że kolega dostał na urodziny ATARI 65XE . Te gry, programy, itp... to zawładnęło moją duszą no i postanowiłem rodziców nakłonić do tego samego zakupu. Stało się.... na początku oczywiście grałem sobie w różne gierki, programy do rysowania.. no ale gdzie tu moja zasługa - pomyślałem.  No i zaproponowałem koledze z tym samym modelem Atari, że zabieramy się za zrobienie swojej gry. Pierwszym pomysłem była gra w stylu ROBO - 1 rok studiowania czarnej magii IT no i udało się, programowanie w BASICu , funkcje typu locate, read, itp.  - jest , działa a i grafika nie odstawała od ROBO. Teraz przyszedł dla mnie osobiście czas na tworzenie muzyki  w Basicu za pomocą funcji sound, poke no i read. Próba zaliczona :). Następnym pomysłem w wieku 13 lat była gra w stylu Prince of Persia. No i udało się - oczywiście w  Basic'u bo Asembler zbyt mało zrozumiały...no ale to była tylko cząstka gry z fajnym demo i tyle jednak 65XE miało dla nas zbyt mało pamięci a nie potrafiliśmy napisać kodu do dogrywania z kasety....

    Nasze studiowanie odbywało się poprzez czytanie Bajtka, różnych innych programów do śledzenia i nauki kodu źródłowego - no niestety to były czasy lat 80-tych więc o internecie było można pomarzyć :).

    W wieku 16 lat programowanie zeszło do lamusa - ważniejsi byli - koledzy, imprezki, itp.

    W międzyczasie skończyłem kursy C++, Turbo Pascal no i powróciłem do pasji z przed kilkudziesięciu lat no teraz moje zainteresowania są skierowane bardziej do programowania kernela no czasem poprawek w ROMach, itp. Kernela w sumie to przetestowałem od podszewki i wiem jakie wartości i funkcje powodują jego najlepszą pracę : wydajną i za razem energooszczędną. Większość kerneli typu stock i custom niestety mają pododawane wiele funkcji - pamięciożernych, niepotrzebnych , nie wydajnych energetycznie. To spowodowało , że sam zająłem się tym problemem no i udało się - ponownie wpadłem w sidła programowania IT.

    Powiem tak: ze stokckowego kernel'a można zrobić fajne jądro bez żadnych bajerów typu Dyn Fsync, spectrum, UV, OC,  itp. Jest ono wydajne, energooszczędne, bez lagów, glitchy, itp. - także zachęcam do prób.

    Robię to na razie dla siebie no, ale może kiedyś się przekonam i coś wypuszczę.

    Tak to wyglądało w moim przypadku.

    Pozdrawiam

    Paweł

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Moja historia z IT zaczęła się od gry Tibia, po wielu godzinach gry na różnych serwerach postanowiliśmy z kolegą założyć własny. Pobrałem pierwszy serwer, skonfigurowałem podstawy, a kolega, z racji dużo szybszego internetu, uruchomił wszystko u siebie. Uruchomienie serwera nie było niczym skomplikowanym, ale z czasem zacząłem grzebać dalej w plikach i odkryłem spore ilości skryptów LUA z czarami, potworami i innymi rzeczami. Bez żadnej wiedzy o programowaniu, tylko na podstawie innych skryptów zacząłem wymyślać własne, na początku delikatnie przerabiając już istniejące, aż po pisanie zupełnie nowych. 

    Po pewnym czasie fascynacja grą minęła i skończyły się eksperymenty z czarami i potworami. W międzyczasie zacząłem trochę bardziej na poważnie brać programowanie, zacząłem czytać o Batchu, co pozwoliło robić niewinne żarty znajomym, jak chociażby pewnie znany większości prosty kod wyłączający komputer, albo otwierający kolejne okienka co doprowadzało do zawieszenia się systemu.


    Po kilku miesiącach nadszedł koniec głupich żartów, człowiek dorastał, w końcu to była już końcówka gimnazjum, natknąłem się wtedy na Game Makera, prosty program do tworzenia gier bez umiejętności programowania w jakimś konkretnym języku, wszystko można było zrobić przesuwając odpowiednie bloczki z kodem w odpowiednie miejsca. Za pomocą wbudowanego tutoriala zrobiłem wtedy pierwszą grę, to było proste "łapanie" jabłek latających po całej mapie. Poza tutorialem próbowałem grę przerobić na wszelkie możliwe sposoby, dodawałem inne owoce, dodatkowe bonusy, zmieniałem prędkość owoców. Tak powstała moja pierwsza gra, która oczywiście skończyła "w szufladzie", ale była takim początkiem poważnego programowania.
    Następne projekty były już większe, bardziej rozbudowane, zawierały już oprócz gotowych bloczków z programu jakieś kawałki kodu, czasami autorskiego, opierając się na jakichś podstawach z kursów z internetu, a czasami zwyczajnie skopiowanego z najróżniejszych tutoriali bezpośrednio z forum Game Makera i przerobionych lekko do moich potrzeb.


    Gimnazjum się skończyło, miałem kilka prostych gierek na swoim koncie, zdecydowałem się na technikum informatyczne i tam kontynuowałem naukę programowania. W pierwszych latach nauki zdecydowałem się na dalej prosty, chociaż już bardziej autorski projekt gry, całość co prawda dalej robiona w Game Makerze, ale już korzystałem tylko z kodu, który sam pisałem, grafikę robiła koleżanka, nie były to już gotowe assety z neta. To obecnie jedyna gra mojego autorstwa, którą udostępniłem na stronie i do tej pory można ją gdzieś znaleźć i pobrać.


    W technikum nauczyłem się podstaw pascala, c++, javy, html-a i php, ale zaprzestałem robienia kolejnych projektów, ot tylko zwykłe programiki, które musiałem napisać do szkoły, niestety szkoła średnia zabiła we mnie trochę tę fascynację programowaniem, ale mimo wszystko wiedziałem, że to jest to co chcę robić w życiu.
    Obecnie w październiku zacznę ostatni rok studiów na kierunku informatyka, postanowiłem programować w Javie, a od jakiegoś czasu zacząłem znowu robić różne proste aplikacje, żeby podszkolić się w programowaniu i zacząć w końcu pracę jako programista.

    Pozdrawiam
    Mateusz

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

    Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

    Zarejestruj nowe konto

    Załóż nowe konto. To bardzo proste!

    Zarejestruj się

    Zaloguj się

    Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

    Zaloguj się

    • Przeglądający   0 użytkowników

      Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.