Skocz do zawartości
Coders Lab

KONKURS: Twoja droga do IT - opisz nam swoją historię i zgarnij Xiaomi Mi Band 3!

    Rekomendowane odpowiedzi

    Moja przygoda z IT zaczeła się dość dziwnie. Zaczeło się od instalacji DirectX do Windows jeszcze wtedy XP. Później wtyczki do gier online.  Pomału moje zainteresowania rozszerzały się, pierwsze instalacje Windowsa, rozkręcenie komputera, założenie strony internetowej, podstawy HTML. Później serwery do gier, ogarnianie przekierowania portów, VPNy. Ogarnięcie skryptów forów internetowych. Gdzie tylko się o czymś dowiedziałem droążyłem temat. Wgrywanie systemów do telefonów, ogarnianie androida, root, custom. Naprawa telefonów, a także opanowanie lutownicy i hot aira i wiele więcej. Po skończeniu podstawówki i gimnazjum poszedłem i chodzę do technikum informatycznego. Po za informatyką interesuję się naprawą elektroniki. A także co teraz dużo osób zadziwi rolnictwem i ciągnikami rolniczymi. Chyba nie ma drugiego takiego jak ja żeby naprawiał komputery i elektronikę a także jeździł ciągnikiem.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    Mesaj

    Mój ojciec załatwił mi pracę w dziale IT. Nie wiem za dużo o IT, poza grami.
    To moje opowieści z pracy.

    Dzień pierwszy
    ~ kobieta prosi mnie o zainstalowanie najnowszego adobe readera
    ~ spoko, mam to
    ~ ściągam program
    ~ "Wow, jesteś w tym ekspertem"
    ~ "No cóż..."
    ~ komputer prosi o wpisanie hasła admina
    ~ zapomniałem hasła admina
    ~ próbuje: hasło
    ~ nope.jpg
    ~ "ehh... emm... cholera, chyba coś jest z serwerem, zaraz wracam"
    ~ 3 miesiące później, ona wciąż nie ma adobe readera

    Dzień drugi
    ~ wkurwiony koleś do mnie dzwoni, pyta o coś w programie domowym
    ~ nie mam pojęcia co mówi
    ~ pauza
    ~ koleś czeka na odpowiedź
    ~ przypominam sobie "IT Crowd"
    ~ "Próbował pan wyłączyć go i włączyć na nowo?
    ~ Zresetować znaczy się?"
    ~ "Moment..."
    ~ zadziałało

    Dzień trzeci
    ~ laska ze sprzedaży przychodzi z laptopem, jakiś problem
    ~ kocica 9/10
    ~ flirtuje ze mną
    ~ mówi, że potrzebuje ściągnąć jakąś aktualizacje
    ~ jedyne co słyszę to jej cycki
    ~ jej laptop pachnie truskawkami
    ~ ściągam adobre reaera i oddaję jej laptopa

    Dzień czwarty
    ~ nauczyłem się wyłączać serwery
    ~ ludzie zaczynają prosić o pomoc, idę do serwerowni 
    ~ wyłączam serwery
    ~ wychodzę zdezorientowany, zaczynam instalować adobe readera
    ~ w końcu ludzie zaczynają się drzeć
    ~ STRONA NIE DZIAŁA! STRONA NIE DZIAŁA!
    ~ "biore się za to!"
    ~ biegnę do serwerowni
    ~ gram w Hotline Miami przez kilka godzin
    ~ włączam serwery pod koniec dnia
    ~ wychodzę z serwerowni
    ~ wycieram pot z czoła
    ~ "dałem rade..."
    ~ ludzie chwalą mnie, mówią że uratowałem firmę
    ~ tak naprawdę to uratowałem swoją dziewczynę w HM

    Dzień piąty
    ~ spotykam kocicę przy ekspresie do kawy
    ~ zapytałem się co u niej, proste pytanie
    ~ zaczyna opowiadać o problemach z jej komputerem
    ~ nie widzi we mnie człowieka
    ~ widzi we mnie IT
    ~ mówię, żeby podrzuciła do mnie laptopa
    ~ robi to
    ~ upgrade'uję jej IE
    ~ instaluje adobe reareda
    ~ resetuje komputer
    ~ wszystko śmiga
    ~ zanoszę go jej
    ~ poprawiam fryzurę
    ~ sprawdzam oddech
    ~ zachowuje się jak bym ją ocalił
    ~ siedzi w swoim biurze, gada przez telefon
    ~ ręką pokazuje, żebym położył laptopa na biurko
    ~ robię to, i trochę się ociągam
    ~ "To wszystko skarbie?"
    ~ wychodzę
    ~ słyszę jak mówi "oh, to był tylko IT"
    ~ tylko IT
    ~ teraz jestem tylko tym

    Dzień szósty
    ~ cholernie się nudzę
    ~ postanowiłem ściągnąć emulator gameboya i pograć w pokemony
    ~ filtry go blokują, więc je wyłączam, nie dodaje emulatora do listy, po prostu wyłączam filtry
    ~ uruchomiłem stronę z emulatorem, ale muszę wyłączyć antywirusa
    ~ używam konta admina, bo w końcu znam hasło
    ~ wyłączyłem globalnie antywirusa na całym serwerze
    ~ ściągnąłem emulator i pokemony
    ~ gram sobie
    ~ koleś przychodzi do mojego biura
    ~ "chyba mam wirusa"
    ~ ja: "złap je wszystkie"
    ~ do czasu aż doszedłem do Misty, 4 osoby złapały wirusy

    Dzień siódmy
    ~ ten sam koleś który darł się na mnie drugiego dnia znowu się na mnie drze
    ~ nie może się zalogować, a ja właśnie wychodziłem do domu
    ~ "wyłącz i uruchom ponownie i oddzwoń"
    ~ idę do domu

    Dzień ósmy
    ~ koleś z siódmego dnia znowu dzwoni
    ~ jest wkurwiony
    ~ mówi mi, że przez moją głupotę stracił klienta
    ~ "zdarza się stary, ja przed chwilą przegrałem z zespołem r"
    ~ "o czym ty ku**a mówisz?"
    ~ click

    Dzień dziewiąty
    ~ jedna z drukarek zużyła cały toner
    ~ jakiś grubas każe mi go zmienić
    ~ "to tylko toner stary, nie umiesz go sam zmienić? pracuję teraz nad jednym sporym problemem z serwerem"
    ~ tak serio to ściągam steama
    ~ "to zajmie tylko sekunde... boże, mam dużo do zrobienia, od tego ty jesteś"
    ~ wzdycham i idę to zrobić
    ~ nie potrafię otworzyć pieprzonej drukarki żeby dostać się do tonera
    ~ zaczynam w nią walić jak w "zoolanderze"
    ~ mówię nieco opóźnionemu kolesiowi w biurze że mam dla niego specjalną misje
    ~ musi schować magiczne jajko w skrzyni Hewlett Packarda
    ~ wracam do sprawy z serwerem
    ~ pół godziny później grubas wchodzi do biura
    ~ "ćoś ty ku**a zrobił z drukarką?"
    ~ "zmieniłem tusz"
    ~ zaczyna kręcić głową i coś mówi pod nosem
    ~ idziemy do drukarki
    ~ opóźniony koleś wcisnął kardridż w złą stronę i go zaklinował, połowa wystaje
    ~ drukarka nawet się nie zamknie
    ~ są czarne ślady dłoni na całej drukarce
    ~ czuje że grubas mnie osądza, więc coś szybko wymyślam
    ~ "chyba jest coś nie tak z siecią"
    ~ drukarka nie działa przez miesiąc zanim się skapnąłem, że mamy numer do kolesia z serwisu HP

    Dzień dziesiąty
    ~ muszę zamotntować projektor w biurze do prezentacji
    ~ nie mogę znaleźć kable thunderbolt-hdmi, żeby go podpiąć, a nie chce mi się iść do sklepu
    ~ nie mam nawet karty firmowej
    ~ mówię kolesiowi który potrzebuje projektora, że jest problem kompatybilności z macbookiem
    ~ może użyć della kogoś innego
    ~ pliki z maca nie działają na dellu
    ~ zadzwonili do mnie w trakcie zebrania
    ~ wszyscy ci beznesmeni na mnie patrzą, jak losowo klikam i szybko ruszam myszką, wyglądając na profesjonalistę
    ~ ściągam adobe readera
    ~ otwieram plik
    ~ działa
    ~ "Dzięki Anon, ocaliłeś mnie"

    Dzień jedenasty
    ~ nowy pracownik w firmie
    ~ nikt mnie nie poinformował
    ~ opieprzyli mnie za to, że nie przygotowałem komputera dla nowej osoby
    ~ idę do magazynu zobaczyć czy mamy tam coś
    ~ jest kilka sztuk
    ~ ale jest jakiś naprawdę stary komputer, z początku lat 90tych
    ~ odpalam
    ~ działa
    ~ ustawiam go dla nowego kolesia
    ~ wszystko laguje
    ~ odpalasz adobe readera? masywny lag
    ~ odsyłam komputer
    ~ "sorry, ale tylko to udało mi się załatwić bez wcześniejszego powiadomienia"
    ~ koleś ciągle prosi mnie o pomoc
    ~ jest beznadziejny
    ~ po tygodniu odszedł z firmy, twierdząc, że nie może pracować w takich warunkach

    Dzień dwunasty
    ~ czyiś komputer się spieprzył
    ~ kurrrrr
    ~ ustawiam
    ~ przypominam sobie coś o profilach zapisywanych w wewnętrznej sieci
    ~ idę do serwerowni
    ~ patrzę się na serwery jak kompletny idiota, próbując się zorientować jak to działa
    ~ wracam i mówię kolesiowi, że nie mogę z tym nic zrobić
    ~ "a... ale mój projekt, muszę go pokazać zarządowi w piątek..."
    ~ "sorry stary, ale nic się nie da z tym zrobić"
    ~ gram sobie w sim theme park przez resztę dnia

    Dzień trzynasty
    ~ przychodzę do pracy godzinę spóźniony
    ~ całe biuro w chaosie
    ~ upadekrzymu.jpg
    ~ "JEST TUTAJ!"
    ~ odpalam komputer w swoim biurze, sprawdzam maila
    ~ dziesiątki mailu w stylu:
    ~ "coś jest nie tak z serwerem, nie mogę się zalogować do..."
    ~ "wiesz czemu strona nie działa?"
    ~ serwer faktycznie nie działa
    ~ adobe reader mnie teraz nie ocali
    ~ "po prostu idź tam i zrób to samo, co zrobiłeś ostatnio!"
    ~ wszyscy myślą, że to tak łatwo naprawić
    ~ roztrzęsiony wchodzę do serwerowni, bo nie wiem co mam robić
    ~ ucinam sobie drzemkę przez cały dzień
    ~ ludzie są wkurwieni, walą w drzwi do serwerowni
    ~ terminy minięte
    ~ wychodzę o 18:30
    ~ manager widzi mnie na parkingu
    ~ był na spotkaniu cały dzień, nie wie przez co przeszedłem
    ~ "wciąż tutaj? podoba mi się twoje podejście!"

    Dzień czternasty
    ~ serwery dalej nie działają
    ~ wszyscy wkurwieni
    ~ idę na wczesny lunch
    ~ słyszę jak ktoś w jadalni gada o kupnie nowego modemu do biura
    ~ dziekibogu.jpg
    ~ "Hej, sorry że przeszkadzam, ale czy któryś z was jest IT?"
    ~ zanim któryś z nich zareagował i pyta "jak śmię" mówię
    ~ "też jestem IT"
    ~ pokazuję im dłoń którą poobdzierałem kablami w serwerowni
    ~ obaj kiwają głową
    ~ "co byście zrobili, gdyby wasze serwery się całkowicie spieprzyły?"
    ~ "próbowałeś go zrestartować?"
    ~ wracam i restartuje serwer
    ~ ku**a, działa!

    Dzień piętnasty
    ~ kocica chodzi po biurze poddenerwowana
    ~ "Wszystko ok?"
    ~ "Nie mogę się zalogować na maila. Możesz mi pomóc? Proszę"
    ~ "Spoko"
    ~ biorę laptopa
    ~ reinstaluje office'a
    ~ outlook znowu działa
    ~ przeglądam maile, żeby upewnić się że działają
    ~ wysyłam testowego maila
    ~ czytam tytuły jej nowych maili
    ~ "Rozwód"
    ~ oddaje jej laptopa
    ~ "Wygląda na to, że działa"
    ~ "Dzięki..."
    ~ "Wszystko ok?"
    ~ "Cóż..."
    ~ tak! wypłacz mi się na ramieniu i się rozkręcimy!
    ~ "Mysz się chyba zepsuła, mogę dostać nową?"

    Dzień szesnasty 
    ~ jeden z monitorów upośledzonego nie działa
    ~ wyświetla się całkowicie na zielono
    ~ na temat: dałem mu drugi monitor, bo myślałem że jak ktoś zasługuje na dwa, to właśnie ten biedak
    ~ jedyne co robi to przegląda tapety na msn
    ~ i używa jakiegoś programu fedexa
    ~ jest miły, więc faktycznie próbuję mu to naprawić
    ~ nic nie działa
    ~ to nie sterownik
    ~ to nie ustawienia
    ~ to chyba coś z samym montorem
    ~ cały czas ludzie do mnie przychodzą z prawdziwymi problemami, zbywam ich mówiąc "zaraz będę"
    ~ po dwóch godzinach koleś mówi
    ~ "może wtyczka jest zepsuta?"
    ~ zmieniłem kabel hdmi na nowy
    ~ zadziałało
    ~ oficjalnie jestem gorszy w swoim zawodzie niż opóźniony umysłowo koleś

    Dzień siedemnasty
    ~ miła staruszka narzeka, że jej się zepsuła klawiatura
    ~ jest najstarszą osobą w biurze
    ~ stara jak dinozaury
    ~ mówię, że coś dla niej mam
    ~ wracam do tyłu i odpakowywują nową klawiaturę dla programistów
    ~ zanoszę ją jej
    ~ "jesteś taki pomocny"
    ~ sięgam do tyłu żeby podpiąć nową klawiaturę
    ~ podnoszę się i otrzepuję spodnie
    ~ staruszka wygląda jakby miała zawał
    ~ patrze na ekran
    ~ czarny
    ~ wstając nacisnąłem przycisk power
    ~ straciła 3 godziny pracy
    ~ 3 godziny których nigdy nie odzyska

    Dzień osiemnasty 
    ~ firmowe spotkanie
    ~ przekroczyliśmy budżet
    ~ było dużo wydatków
    ~ straciliśmy dużo pieniędzy przez prawie cały ostatni miesiąc
    ~ dzień 18
    ~ prawie cały miesiąc
    ~ wylecę na zbity pysk
    ~ budżet departamentu IT zostaje poruszony
    ~ są tylko dwa departamenty które nie przekroczyły budżetu
    ~ "Dobra robota Anon, słyszałem o problemach z serwerem. Jesteś dobrym człowiekiem na dobrym miejscu"
    ~ pod koniec spotkania kobieta, około 45 lat, podchodzi i pyta czy naprawiam komputery poza firmą
    ~ "Niezbyt..."
    ~ "Oh, bo mam jedną cholerną rzecz której nie mogę naprawić. Nie mógłbyś wpaść i tego naprawić?"
    ~ gó**o prawda
    ~ dla jaj mówię "dobra, spoko, daj adres i podjadę po pracy"
    ~ nie wiem czy będzie seks
    ~ kupuje gumki
    ~ nie jest taka ładna 6/10 góra
    ~ nie będę kłamał
    ~ mocno średnia
    ~ podjeżdżam do jej domu
    ~ dzwonię do drzwi, staram się wyglądać słodko
    ~ mąż otwiera drzwi
    ~ pokazuje mi konputer
    ~ instaluje najnowszego adobe readera
    ~ zarabiam 20$
    ~ jadę do domu

    Dzień dziewiętnasty 
    ~ jakiś koleś zepsuł program, więc muszę ustawić wszystko na nowo
    ~ sprawdzam ustawienia
    ~ po dwóch godzinach
    ~ "zepsułeś mój komputer... chcę żebyś naprawił mój cholerny komputer, ma być tak jak było, nie wiem co zrobiłeś, ale coś jest nie tak, moje usb bzyczy"
    ~ wtf
    ~ nie zrobiłem nic z kompem, tylko sprawdziłem program który odpalasz 20 razy dziennie
    ~ wkurwiony wracam do serwerowni i gram w Thomas Was Alone
    ~ pukanie do drzwi
    ~ to ten koleś
    ~ "hej, dzięki za naprawienie tego"
    ~ "czego?"
    ~ "mojego usb"
    ~ nic nie zrobiłem
    ~ "a, to... spoko"

    Dzień dwudziesty 
    ~ spędziłem cąły dzień sprzątająć serwerownię
    ~ wygląda całkiem nieźle
    ~ odpiąłem kable sieciowe żeby je oznaczać kolorami
    ~ ludzie tracą swoje projekty
    ~ losowo są wywalani z serwera
    ~ mówię, że są problemy z isp
    ~ staram się mówić ISP, bo nauczyłem się, że jak używam skrótów to brzmię jak bym wiedział o czy mówię
    ~ pod koniec dnia serwerownia wygląda wręcz ślicznie
    ~ niestety nie oznaczyłem nic i niektórzy ludzie nie są podpięci
    ~ mówię im, że ISP naprawi to ASAP i wracam do domu

    Dzień dwudziesty pierwszy
    ~ teraz jak serwerownia jest uporządkowana, podpinam testowe jednostki
    ~ 8 komputerów podpiętych do jednej sieci
    ~ próbuję połączyć monitory ze sobą, jak to czasami na forach można zobaczyć
    ~ to są stare monitory i nie można tego zrobić
    ~ wpadłem na pomysł użycia tych komputerów do kopania bitcoinów
    ~ ustawiłem wszystko do południa
    ~ po lunchu zaczynam kopanie
    ~ okropnie powoli, ale zaczynam
    ~ ludzie narzekają na lagi serwera
    ~ obwiniam olimpiadę za lagi
    ~ mówię, że całe buro musi je streamować
    ~ banuję olimpiadę na filtrze systemowym
    ~ biuro jest podzielone, widzę ten podział na swoim mailu
    ~ ludzie wkurwieni, że nie mogą oglądać igrzysk
    ~ i pozostali, którzy twierdzą, że praca to nie zabawa
    ~ oficjalnie zyskałem władzę w firmie, ludzie wiedzą kto tu rządzi
    ~ "To jest koleś którego ta firma potrzebowała"

    Dzień dwudziesty drugi
    ~ dzień urodzin
    ~ całe biuro świętuje urodziny ludzi w danym miesiącu
    ~ biorę ciasto
    ~ podpinam n64 w jednym z biur
    ~ wyzywam ludzi na partyjkę w goldeneye
    ~ mówię "hej, mam 5 minut przerwy na ciasto... zagramy partyjkę?"
    ~ skopałem im wszystkim du*y
    ~ zdałem sobie sprawę, że cały dzień nie robiłem nic poza graniem i jedzeniem ciasta
    ~ nikt nie zauważył

    Dzień dwudziesty trzeci
    ~ kocica dzwoni z trasy
    ~ ma problemy dostać się do jednej z ważniejszych aplikacji dla klienta na jej ipadzie
    ~ mówi nazwę tej apki
    ~ nie mam pojęcia co to jest
    ~ staram się brzmieć jakbym rozumiał wszystko
    ~ pytam, czy używa WIFI czy 3G
    ~ "jak to sprawdzam?"
    ~ "nieważne, czekaj, sprawdzę nasz główny system"
    ~ googluję apke, ale nic się nie pojawia
    ~ pytam kogoś ze sprzedaży
    ~ "oh, to tylko infografika z naszej strony"
    ~ mówię kocicy, że musi się wrócić do biura bo muszę jej wgrać zmiany do ipada
    ~ jedzie 2 godziny do pracy tylko żebym mógł otworzyć Safari i dodać zakładkę do strony głównej

    Dzień dwudziesty czwarty
    ~ 45 latka wygadała się, że robię też poza pracą
    ~ teraz idioci proszą o naprawę ich komputerów w domu, telefonów komórkowych, wszystkiego co techniczne
    ~ mówię, że mogę to zrobić tylko po pracy, 20$ za małe rzeczy, 50$ za duże
    ~ większość to proste naprawy
    ~ aktualizowanie windowsa albo adobe readera wszystko naprawia
    ~ ale wtedy trafił mi się on
    ~ laptop z piekła rodem
    ~ gruby indianin daje mi swojego laptopa w plastikowej reklamówce, nie torbie na laptopa, reklamówce
    ~ "co z nim nie tak?"
    ~ "ty mi powiedz, geniuszu"
    ~ odpalam komputer, prosi o przywracanie systemu
    ~ klikam enter
    ~ naprawia to, ale prosi o uruchomienie chkdisk?
    ~ wydaje mi się, że to coś z napędem cd
    ~ otwieram napęd
    ~ jest tam gruba warstwa okruchów
    ~ przechylam laptopa na bok
    ~ pieprzone okruchy wysypują się z laptopa
    ~ resetuję laptopa
    ~ wczytuje się bez problemu
    ~ okazuje się, że koleś używał cd w swoim laptopie jako podkładki pod kanapki
    ~ pieprzone laptopy

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Moja historia zaczyna się podczas nauki w szkole gastronomicznej. Tak skończyłem szkole gastronomiczną i co dalej. Pomysłem wtedy, że jednak moje, życie to nie gary. Przecież, w tamtym okresie swojego życia znałem każdy model telefonu od podszewki. Nie tylko znałem nazwę modelu, ale też pełną specyfikację. Więc, zaryzykowałem I postanowiłem, że pójdę studiować elektronikę i telekomunikacja, bo telefony to moje hobby. I tak przez 3.5 roku zdobywałem wiedzę. Podczas studiowania EiT zacząłem pracować jako programista w segmencie IoT. Teraz nadal to robię, lecz tytuł mgr. postanowiłem mieć z informatyki, więc teraz studiuje i zdobywa doświadczenie jako programista/informatyk. I raczej to w najbliższej przyszłości się nie zmieni, bo gdy robisz to co kochasz to tak naprawdę odpoczywasz. W moim przypadku to jest prawda. Pisząc ten tekst wiem, że będę musiał za 8 godzin iść do pracy, ale robię to z uśmiechem, bo to lubię :)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Moja droga do IT? Cóż bardzo chciałbym, żeby się rozpoczęła, ale tak na poważnie. Z programowaniem po raz pierwszy zetknąłem się w 5-tej klasie w podstawówce. Mieliśmy taki program, w którym kazało się żółwikowi rysować kształty. Nazywał się bodajże Logomocja. O ile kwadrat czy okrąg było w miarę prosto zrobić to już spiralę niekoniecznie. Niestety, wtedy byłem jeszcze za głupi, żeby wiedzieć co to pętla. Potem w gimnazjum bawiłem się w tworzenie stron w HTML'u w Notatniku i trochę grafiką i tworzeniem GIF'ów w GIMP'ie. Jednakże to były dosyć proste, nieskomplikowane rzeczy, ja zaś nie wiedziałem wtedy nawet co robi grafik komputerowy albo co znaczy front-end. Potem technikum i pierwsze ,,przemysłowe" programowanie czyli język drabinkowy dla sterowników PLC. Zetknąłem się też z czymś takim jak mikrokontroler, niestety nikt nie raczył mi wtedy wytłumaczyć, jak napisać chociażby głupi program do migania diodą oparty o 2 timery. Obecnie w trakcie studiów miałem podstawy C i C++, ale mam pewien problem z tymi językami, a mianowicie praktycznie nie ma w nich prostych rozwiązań odnośnie takich rzeczy jak GUI czy programowanie sieciowe. Jako tako radzę sobie z tworzeniem programów w środowisku LabWindows, niestety to wciąż za mało, żeby załapać się na durne praktyki w firmie IT. Jakiś czas temu na mojej uczelni był organizowany pewien ,,event" przez firmę programistyczną, która szukała studentów na praktyki. Nazwy nie podam, ale jest podobna do pewnego producenta komercyjnego oprogramowania do edycji grafiki 2D. Tak więc przyszedłem i najpierw był test z j. ang. który był całkiem prosty dla mnie. Myślę sobie, że może coś się uda i może naprawdę uda mi się załapać na te praktyki. Spodziewałem się, że będą pytania odnośnie co to funkcja, metoda, klasa, wskaźnik ewentualnie warunki wyjścia z pętli. A tu dali fragment jakiegoś kodu, którego chyba sam autor nawet nie do końca rozumiał. Mechanizmy i rozwiązania, których próżno szukać w jakichkolwiek kursach nawet dla zaawansowanych czy książkach pokroju ,,Symfonii" Grębosza czy ,,Szkoły Programowania" Praty. Myślę sobie no trudno, może spróbuję za rok. Ale krew mnie zalała jak się dowiedziałem, że z całej setki (sic!) uczestników tego wydarzenia, nikogo nie przyjęli. A skoro tak się ogłaszali, że szukają to co to może oznaczać? Wnioski zostawiam Wam. Obecnie zainteresowałem się Javą i chciałbym zostać programistą Javy, gdyż ten język nie kojarzy mi się z ,,wymyślaniem koła na nowo" jak widzę niektóre kody w C czy C++. Niestety problem w moim otoczeniu jest taki, że: 1) nikt z moich bliskich ani znajomych (ani bliższych, ani dalszych) nie jest programistą, nie pracuje w branży IT czy związanej z programowaniem, więc nie znam nikogo kto mógłby mi opowiedzieć o tej branży ani doradzić czy pomoc w pewnych kwestiach z tym związanych; 2)  co do szkół programowania to w moim województwie nie ma ani jednej takiej, choć wątpię czy byłoby mnie stać na taki wydatek, bo jak widzę koszty rzędu 8000-12000 zł za kurs, to zastanawiam się skąd miałbym wziąć taką kwotę pieniędzy. Chyba tylko zacząć kraść...

    Podsumowując, z całego serca marzę o pracy w IT jako programista Javy, ale nie mam kompletnie pojęcia jak to marzenie ziścić.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    cześć, 

     

    moja przygoda zaczęła się całkiem ciekawie  1-wszy komputer który miałem dostałem na 18 urodziny.

    nie dało to zbyt wiele bo przez kolejne parę lat wiedziałem jak się włącza komputer YouTube (jeszcze nasza-klasa).

    jestem osobą niepełnosprawną wiec na wsi na której się wychowałem nie było pracy dla mnie wiec musiałem wyruszyć do dużego miasta --> WWA.

    pracowałem jako konsultant na infolinii przez 2 lata tam na okrągło padały kable myszki dostęp do jakiś dysków sieciowych itd , a że staż miałem  dobry wiec siłą rzeczy nauczyłem się konfigurować komputera od zera.  wszystko fajnie pięknie  po czym firma zaczynała się rozpadać i zaczęły się zwolnienia. w tej samej firmie był dział IT do którego zaaplikowałem 1 raz i dostałem odmowę . strach w oczach bo to już czerwic a umowa w firmie do grudnia :) 

    zacisnąłem zęby i poszedłem na studium informatyczne nie wie,e się tam nauczyłem bo po miesiącu moja dziewczyna zaszła w ciąże a że jak wiadomo zarobki na infolinii to 1500 i jeszcze trzeba utrzymać mieszkanie plus dziecko to już w ogóle śmierć w oczach co ja zrobię :) 

    dałem radę znalazłem pracę na kasie plus ta na infolinii i studium  3 miesiące zmarnowany trochę  bo warszawa długa i szeroka  wiec praca od pracy i studium koło siebie nie były ale nic to dało się pogodzić :)  po 3 miesiącach 1 września  zaaplikowałem ponownie - studium pomogło i dostałem się  do pracy :) 

    praca fajna sprzęt lepszy niż ten infolinii, ale trzeba było od razu zakładać konta pocztowe wchodzić zdalnie na komputery rozwiązywać problemy ludzi z infolinii (pomoc ludzi na infolinii była bardzo łatwa ale reszta koszmar tyle nowych rzeczy plus każdy traktuję  jak rasowego informatyka ) pierwsze 3 lata były trudne pełne obaw o prace mały mobbing itd ale mniejsza o to :) minęło 7 lat  już  nuda nauczyłem się wszystkiego co mogłem dalej nie ma gdzie pójść co zrobić ?? 

     

    od dwóch lat mam działalność gospodarczą IT i aktualnie  pracuje jako administrator aplikacji  ale uczę się na admina Linux. 

    PS: strasznie jara mnie terminal :P 

     

    i ot to moja historia :) 

     

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Do programowania doprowadziło mnie pasmo przypadków, co prawda zawsze byłem ścisłowcem, ale bardziej ciągnęło mnie do budownictwa i mechaniki, na komputerze głównie grałem. Do pracy jako programista doprowadził mnie ciąg przypadkowych wydarzeń, chociaż dzisiaj już nie wiem czy aby na pewno były „przypadkowe”. Wszystko zaczęło się jeszcze w podstawówce, znalazłem się w klasie, która zamiast języka angielskiego, uczyła się francuskiego. Po 6 latach nauki języka francuskiego, przy wyborze Liceum naturalne było, że chciałem kontynuować jego naukę, niestety nie było zbyt dużo możliwości i musiałem wybrać klasę o profilu biologiczno-chemicznym, zamiast matematyczno-fizycznym, jak planowałem. Stwierdziłem, że pójdę na korepetycje z matematyki i bez problemu dostanę się na wydział Mechaniczno-Technologiczny lub Budownictwo. Jak się okazało na początku roku szkolnego, w klasie tylko 3 osoby chciały uczyć się języka francuskiego, więc zamiast kontynuować jego naukę, musiałem zacząć się uczyć języka angielskiego (co w sumie wyszło mi na dobre). Jako, że znalazłem się na kierunku biologiczno-chemicznym, mimo wszystko podszedłem do rozszerzonych matur z tych przedmiotów. Bałem się, że nie dostanę się na żaden typowo ścisły kierunek związany z matematyką, więc złożyłem papiery na studia na wydział Inżynierii Biomedycznej, gdyż nie wyobrażałem sobie studiowania chociażby Chemii. Nie spodziewałem się, że na tym kierunku będę miał styczność z programowaniem, a jednak. Zaczęło się od Raptora i Maszyny W, przez C, C++, na JAVIE i C# kończąc. Od razu wciągnąłem się bez końca, każdy projekt, czy rozwiązanie jakiegoś problemu z laboratorium sprawiało mi satysfakcję. Naturalnym wyborem była specjalizacja z informatyki, a następnie drugi stopień studiów na specjalności Informatyka w Medycynie. Zarówno moja praca inżynierska jak i magisterska oparta była o programy napisane w C#. Na ostatnim roku studiów, zacząłem pracę jako programista .NET. Koledzy z pracy dziwili się, że potrafię programować mając takie wykształcenie, do dzisiaj czasem mi docinają, że jestem informatykiem po „biotechnologii” (której defacto nie studiowałem :D). Pomimo moich, dziwnych decyzji i wyborów edukacyjnych, zostałem programistą, dzisiaj po ponad 2 latach pracy wiem, że nie zamieniłbym jej na żadną inną. Praca programisty strasznie rozwija kreatywnie i daje mnóstwo satysfakcji.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    W moim przypadku wszystko zaczęło się od 2 rzeczy, od famiclona którego dostałem na święta i starego laptopa z Windowsem 95 którego dostałem od ojca bo już nie miał co z nim zrobić. Byłem zafascynowany nowością którą były 8 bitowe gry oraz pierwszy komputer, nie stać nas było na nic innego więc starałem siew pełni wykorzystać to co miałem, chodziłem do znajomych którzy mieli już internet, pobierałem co tylko było ciekawego i nagrywałem na dyskietki. Z czasem dostałem nowy lepszy komputer, nie bałem się go rozbierać na części i sprawdzać jak to wszystko działa wiec po krótkim czasie nauczyłem się instalować różne systemy i wymieniać komponenty gdy już nie wystarczały. Jako, że było to dla mnie fajną zabawą, już w podstawówce wiedziałem, że pójdę do technikum informatycznego, w tym czasie zacząłem się też bardzo mocno uczyć angielskiego, jako, w świecie komputerów bez niego jest się jak niepełnosprawny, a obecnie studiuję informatykę, zaczynam filologie angielska i udzielam się na wiki w art. Xiaomi, pod tym samym nickiem co tutaj.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Moja historia z IT jest absurdalna.

    Pracowałem na słuchawce jako naganiacz ubezpieczeń w jednym ze sklepów internetowych. Przez to, że jako jeden z nielicznych, mówiłem do chłopaków z IT "cześć" ich kierownik przyszedł do mnie z pytaniem: "czego potrzebujecie żeby usprawnić pracę w ubezpieczeniach?" czy jakoś tak, w sumie to kilka lat minęło. 

    Od tego się zaczęło. Przylazil po kilka razy i dopytywal jak coś widzę itd. "System" zaczął powstawać. Trochę to trwało, a w międzyczasie, któregoś dnia musiałem wyjść do toalety, i wyszedłem. W drodze usłyszałem fragment rozmowy mojego kierownika z prezesem firmy, który rzucił: "A on?". 

    I tak po powrocie z toalety, zaproponowano mi pracę w IT.. uwaga.. jako product owner.. 

    ta daam! 

    Edytowane przez Mariusz Rzepka

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Moja historia z branża IT zaczęła się całkiem inaczej niż to planowałem. Od gimnazjum interesowałem się telefonami, lubiłem wgrywać softy, często czytałem posty właśnie na forum.android.com.pl, lecz nigdy nie wiązałem z tym zawodem przyszłości, nawet przez myśl mi to nie przeszło. Pod koniec technikum, jeszcze przed matura zacząłem szukać pracy dodatkowej, na kilka miesięcy, aby sobie dorobić. Zatrudniłem się w serwisie GSM. Początkowo byłem przerażony, nie miałem super precyzyjnych rak, trzęsły mi się, nigdy nie sądziłem ze będę potrafił rozkleic telefon, a co dopiero lutowac jakieś mikroelementy, kontakt z ludźmi tez mnie delikatnie przerażał, ale potrafiłem bawić się oprogramowaniem. Z czaszem uczyłem się, wychodziło coraz lepiej, zostałem serwisantem. Okazało się, ze praca bardzo przyjemna i zostałem na dłużej, dziś jestem kierownikiem punktu, robię najwiecej napraw w firmie, praca jest ciekawa, można porozmawiać z klientami, pożartować czy posłuchać różnych opini na temat branży i nie tylko. Każdemu kto zastanawia się czy sobie poradzi, każdemu kto myśli ze nie ma wystarczających umiejętności - polecam prace w branży IT, wszystkiego można się nauczyć, jest taki plus ze wszędzie znajdzie się pomocna dłoń, czy przydatne artykuły w internecie, dlatego polecam zagłębić się właśnie w to forum, użytkownicy naprawdę bardzo pomocni.

    Moja droga w branży IT cały czas się rozwija i jestem pewien ze będzie jeszcze długa i przyjemna!

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    soovek

    Wszystko zaczęło się w podstawówce, gdy moja mama ze względów zawodowych robiła kurs komputerowy i jako pracę domową musiała zrobić jakiś arkusz kalkulacyjny (w Excelu 97...),a że nie mieliśmy w domu PC, mama zabrała mnie i poszliśmy do znajomych podłubać w Excelu.

    Przez cały ten czas patrzyłem jak zaczarowany jak wszystko samo się wylicza, a mama cierpliwie tłumaczyła czemu tak się dzieje. Ale najważniejszy moment nastąpił gdy zobaczyłem jak działa funkcja "jeżeli" - wtedy zobaczyłem, że komputer może decydować co wyświetlić, w zależności od zadanej reguły (tak, zaczęło się to wszystko od pełnoprawnego if-a). Wtedy dotarło do mnie że komputer to nie tylko gry i paint do rysowania.

    Przez długi czas nie miałem jeszcze komputera, ale rodzice regularnie zaopatrywali mnie w czasopismo "segregatorowe" Easy PC, które chłonąłem za każdym razem od deski do deski, a było tam o wszystkim, od sprzętu peryferyjnego po porady i sztuczki w Microsoft Access 97.

    Od chwili gdy zobaczyłem, co można robić na komputerze (mój wewnętrzny leń był zachwycony, że tyle rzeczy może się dziać automatycznie bez wypełniania wszystkiego samodzielnie) ciągnęło mnie jak ćmę do do latarki wszystko co miało klawiaturę qwerty. Niestety pod ręką wówczas miałem tylko Atari, więc zacząłem czytać podręcznik użytkownika i próbowałem podstawowe komendy w BASICu typu "? 2+2", a później wujek podarował mi egzemplarz starego magazynu "Tajemnice Atari", gdzie oprócz opisu przejścia Klątwy były listingi programów. Pamiętam, że przepisałem stamtąd jeden z krótszych programów- nie ważne, że były to linijki kompletnie niezrozumiałych znaków i zapisów (to był chyba jakiś niższy poziom niż BASIC), nie ważne, że nie rozumiałem, że program ten pozwalał zmienić literę napędu (magnetofonu!) rozpoznawaną przez system- ważne, że napisałem coś co działało!

    Gdy już wywalczyłem u rodziców pełnoprawnego peceta (warunkiem było uczęszczanie na jakieś zajęcia sportowe, abym się nie zasiedział przed klawiaturą- wybrałem kickboxing, ale gdy po roku treningów przyszedł czas na wyjazdy na zawody zjadła mnie trema i porzuciłem treningi) to dopiero się zaczęło... Trafiłem na CD-Action, gdzie był krótki artykuł o komendach DOS i plikach .bat. Wtedy też wpadłem na pomysł i napisałem pierwszego "wirusa"- plik wsadowy, który kopiował bez końca folder systemowy, co zapychało dysk twardy, wpadłem też na pomysł napisania szczepionki usuwającej foldery systemowe, aby zwolnić miejsce na dysku, co okazało się wersją 2.0 wirusa, ponieważ próbował usunąć ostatni folder i uwalił mi Windowsa. Siłą rzeczy starszy kolega, który już wiedział co nieco więcej o komputerach musiał nauczyć mnie formatować dysk i reinstalować Windowsa.

    Wtedy też mój rozwój zmienił nieco kierunek, było kupowanie innych czasopism, które skupiały się bardziej na użytkowaniu systemu i różnych sztuczkach przydatnych podczas codziennego użytkowania (Enter, Chip, Komputer Świat, Komputer Świat Ekspert, Niezbędnik itp.), co przełożyło się na kombinowanie z ustawieniami systemu, grzebanie w rejestrze i coraz częstsze wykorzystanie nabytej umiejętności reinstalacji systemu z powodu eksperymentów z rejestrem. Programowanie niestety schowało się gdzieś w cień.

    Przewijając parę ładnych latek do przodu, pod koniec liceum nauczycielka informatyki zaproponowała rozważenie napisania dodatkowej matury z informatyki, ale przeraziła mnie perspektywa nauki takich rzeczy jak odczyt pliku i zapis do pliku, co było dla mnie wyższą szkołą jazdy i zrezygnowałem z pomysłu. Mimo tego wiedziałem na jakie studia chcę się dostać już przed pójściem do liceum.

    Na początku studiów dowiedziałem się co to są algorytmy, struktury i bazy danych, obiektowość i- o zgrozo- jaka ciężka może być matematyka... Później było już tylko lepiej. Trochę Javy, trochę C#, systemy wbudowane, miałem nawet okazję pobawić się w studio TV oraz studio nagraniowym zbudowanym u nas na uczelni w celach edukacyjnych. Dostałem wszystkie cegiełki i wiedzę teoretyczną i trochę praktycznej, aby móc zbudować z tego właściwe fundamenty do dalszego rozwoju. Niestety nie dane mi było ukończyć studia, ponieważ zapał zmalał, a ja w tak zwanym międzyczasie znalazłem ogłoszenie o pracę idealnie pasujące do mnie w branży IT.

    No i tak oto skończyłem w firmie oferującej swoje oprogramowanie, liczącej ok 10 osób, gdzie czujemy się jak w rodzinie, gdzie szef nie wywyższa się, a traktuje nas na równi z nim i razem z nami lubi w przerwie w pracy pograć w rzutki, pożartować, czy podzielić się nowo odnalezionym kawałkiem dobrej muzyki.

    Pracuję na stanowisku wdrożeniowca/wsparcia technicznego/konsultanta/administratora, ale jak tylko mogę podbieram jakieś proste zadania programistyczne chłopakom z działu devów i w razie czego proszę ich o wskazówki jak dany problem rozwiązać, a po pracy codziennie znajduję trochę czasu aby uczyć się programowania z kursów online, lub rozwijać swoje (póki co) prymitywne hobbystyczne projekty.

    Fajnie podzielić się swoją historią, a czy wygram... Ja już wygrałem: do pracy idę spotkać się ze znajomymi i spędzić wolny czas na czymś co kocham, dodatkowo pomagam ludziom z problemami technicznymi i - wisienka na torcie - jeszcze mi za to płacą! Tak na prawdę to nie pracuję ani jeden dzień w roku ;)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

    Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

    Zarejestruj nowe konto

    Załóż nowe konto. To bardzo proste!

    Zarejestruj się

    Zaloguj się

    Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

    Zaloguj się

    • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

      Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

    x